Opowiadanie dla mojego kumpla Andrzeja Sobuńko, który też ma małego czarodzieja.

Ojciec z synem szli trzymając się za rękę. Malec zaciekawiony kręcił głową na wszystkie strony chłonąc widoki nowego miasta. Zbliżali się wysadzaną kasztanami aleją, do arcyciekawego miejsca. Brukową drogę przecinał las srebrnych stalowych torów, a na poboczu stały dwa wyprostowane biało czerwone patyki. Mały zadarł wysoko głowę, aby zobaczyć, że się kończą w samym niebie. Tato nieco zwolnił widząc zainteresowanie pociechy otoczeniem. Nagle coś zaczęło dzwonić i patyki rozpoczęły wywracanie się. Dziecko stanęło jak wryte i mocniej uścisnęło dłoń ojca. Ten tylko uśmiechnął się i spokojnie wyjaśnił:
-To tylko rogatki, opuszczają się, bo będzie jechał pociąg, nie bój się
Na wsi, gdzie, na co dzień mieszkał chłopiec takich cudów nie było.
-A, dlaczego one się tak opuszczają tato?- Zadał pytanie malec.
-Widzisz pociąg jest duży i silny, i mógłby zrobić krzywdę tym, którzy znajdą się na jego drodze, dlatego rogatka odgrodzi tory od ulicy
Chłopiec obserwował jak patyki upadły na stalowe zakrzywione łapy. Czekał teraz na pojawienie się czegoś wielkiego i niezwykle silnego. Samochody ustawiwszy się jeden za drugim też czekały. Od strony stacji coś zagwizdało. W powietrze uniósł się dźwięk wypuszczanej pary. Coś naprawdę dużego zbliżało się do przejazdu. Chłopiec mimo delikatnych obaw stanął na palcach. Przeszkadzał mu, bowiem w obserwacji stalowy fartuch żeberek zwisających spod patyka. Mężczyzna wziął syna na ręce. Pole obserwacji znacznie poszerzyło się. Coś skrzypiąc i stukocąc nadchodziło. Nagle zza załomu budki dróżnika na przejazd wpełzł czarny potwór. Ciepło bijące od niego smaliło policzki malca. Potwór zamarł na środku drogi i wypuścił nieco dymu spod siebie. Z tyłu ciągnął tylko jeden wagon, ale mimo to był ogromny. Wtem bez ostrzeżenia zagwizdał i zaczął się cofać. Mały podskoczył na rękach ojca i śledził powrót potwora do swojej jaskini. Znowu rozległy się dzwonki i kije wracały do swojej pozycji z czubkami w chmurach. Mężczyzna zestawił syna na ziemię i zapytał:
-Co duży był?
-Wielki… Odparł szkrab ciągle śledząc cofający się pociąg.
-Straszny?
-Nie tato, on był… Piękny- stwierdził dość nieoczekiwanie chłopiec.
-Musimy już iść, bo nam autobus do mamy ucieknie
I ruszyli. Gdy w oddali zamajaczył przystanek autobusowy i stojący przy nim pojazd, mały zwolnił.
-Tato ja nie chcę już wracać
-Musisz taką mamy umowę, przyjedziesz do mnie za dwa tygodnie
-A jak mama będzie krzyczała?
-Nie będzie
-A on tu będzie?
-Kto?
-Smok zza patyków?
-Będzie i obiecuję, że pójdziemy zobaczyć, gdzie mieszka
Mały miał łzy w oczach, gdy wsiadał do autobusu. Kierowca wiedział, że ma go oddać w Polipkach w ręce młodej kobiety. Robił tak, co dwa tygodnie, wożąc dziecko pomiędzy rozwiedzionymi rodzicami. Autobus zamknął drzwi i skrzypiąc resorami zniknął w oddali. Mężczyzna powoli powlókł się do domu.

Dwa tygodnie minęły niespodziewanie szybko i mężczyzna znowu czekał na przystanku na żółty autobus wiozący jego pociechę. Spóźniony pojazd zaparkował wreszcie na swoim miejscu i zaczęli opuszczać go ludzie. Malec wyskoczył na końcu. Uwiesił się ojcu na szyi i długo ściskał. Kierowca nie przeszkadzał i postawił delikatnie walizkę chłopca oraz tajemnicze zawiniątko. Mały wreszcie nacieszywszy się widokiem taty, zeskoczył na ziemię i podszedł do walizki.
-Co tam masz?- Mężczyzna wskazał na owiniętą w gazetę bryłę o nieregularnych kształtach.
-To dla potwora
Mężczyzna zrobił strasznie śmieszną minę. Kierowca autobusu również, sam był ciekawy, co tam wiezie malec. Kazał mu strzec tego jak oka w głowie.
-Mama mówiła, że one lubią węgiel, obiecałeś, że pójdziemy zobaczyć gdzie mieszka, przyniosłem mu trochę węgla na pierwsze spotkanie, aby mnie polubił.
Obu mężczyzną trudno było zachować powagę. Aby nie psuć zabawy szkrabowi uścisnęli sobie szybko dłonie i kierowca wskoczył do autobusu. Ojciec chwycił chłopca za rękę a w drugą wziął walizkę. Zawiniątko malec trzymał sam.
-Najpierw coś zjemy a potem pójdziemy tam, gdzie ci obiecałem, dobrze?
-Tak tato

Stacja była niedaleko od domu mężczyzny. Przeszli przez trawnik i płytki rów i znaleźli się w pobliżu torów. Tam malec dostrzegł inne potwory. Niektóre stały leniwie dymiąc, inne przemieszczały się bez celu z toru na tor. Czasami, któryś gwizdał głośno i wtedy chłopiec podskakiwał z radości.
-One mnie widzą tato?
-Tak, dlatego gwizdają
-Możemy podejść bliżej?
Mężczyzna trochę się zafrasował. Przebywali już, bowiem na terenie kolejowym i groziło to spotkaniem ze strażą kolejową i nieprzyjemnościami. Podchodzenie do torów nie było najlepszym pomysłem. Ale nie umiał odmówić synowi. Zbliżyli się bardzo do pierwszej stalowej nitki. Służby ochrony kolei były czujne. Zza krzaków wyszedł umundurowany strażnik i podszedł do stojących.
-Obywatele, a co tu robimy, tablic nie widzieli to teren kolejowy!- Huknął groźnie.
Ojciec chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył. Wyręczył go malec.
-Tablice widziałem, ale jeszcze czytać nie umiem Panie Milicjancie, czekam tu na swojego potwora, przyniosłem mu węgiel, najlepszy, jaki był we wsi- oznajmił rozbrajająco.
Strażnik uśmiechnął się. Na taką odpowiedź nie był przygotowany.
-Wie Pan, gdzie one śpią?- Zapytał szkrab
-Parowozy?
-Tak wy je nazywacie, mój musi jeszcze spać, bo go tu nie ma, chcę mu dać prezent
Twarda jak skała regulaminowa postawa strażnika rozpadła się w pył.
-Chodźcie za mną, zapytamy Dyspozytora może nas do parowozowni wpuści.
-Kto jest dyspozytor? Małemu nie zamykały się usta
-Król potworów odparł strażnik
-Czy on jest większy od nich i też czarny?
Obaj mężczyźni wybuchnęli śmiechem. Strażnikowi aż łzy po policzkach pociekły.
-Sam zobaczysz
Gęsiego wśród wysokiej jesiennej trawy rozpoczęli ekscytującą wyprawę do legowiska potworów.

Dyspozytor okazał się taki sam jak tato, a nawet mniejszy od niego. Malec nie rozumiał jak taki mały człowiek może rządzić potworami. Ale nie śmiał pytać. Dyspozytor uśmiechnął się wysłuchawszy strażnika i ojca. Poskrobał się po głowie i rzekł:
-Cóż skoro mówisz, że on na ciebie czeka, nie możemy tego tak zostawić, pójdziemy go poszukać
Ojciec chłopca oddał malca w ręce dyspozytora. Nie chciało mu się błądzić po brudnej parowozowni. Mały nie protestował. Wyszli z budki władcy i skierowali się za biały betonowy płot. Tam oczom szkraba ukazał się fascynujący widok. Stalowe tory zbiegały się w jednym punkcie, przy wielkim kole.
-Co to?
-Obrotnica, aby każdy mógł trafić do swojego domu
-Aha
Chwilę popatrzyli na to arcyciekawe tajemnicze urządzenie i udali się do hal postojowych. Mały ostrożnie stawiał stopy pomiędzy szynami. W środku hali było ciemno i duszno. Wszechobecny czarny kurz był wszędzie. Chłopiec chłonął wszystko otwartymi oczyma. Rejestrował każdy szczegół i zadawał mnóstwo pytań.
-Dlaczego w tych torach są dziury?
-To kanały rewizyjne, tam można wejść i zobaczyć czy potworowi nie dolega coś od dołu
-Czy się nie skaleczył?
-Na przykład
W hali nr 1 stał najmniejszy z potworów. Szkrab tylko omiótł go wzrokiem.
-To nie ten
-A jak wyglądał twój?
Chłopiec rozpoczął barwny opis przybysza znad patyków. Dyspozytor słuchał uważnie i był zdziwiony taką ilością zapamiętanych szczegółów. W końcu długo nie musiał szukać. Obraz był tak dokładny, że szybko rozpoznał typ maszyny.
-Jest w ostatniej hali- stwierdził Dyspozytor
Przed wejściem chłopiec przycisnął zawiniątko do piersi.
-Mam nadzieję, że mnie polubi? Zapytał lekko łamiącym się głosem
-Na pewno, ja to wiem, bo jestem ich królem- zapewnił Dyspozytor.
Gdy weszli do ostatniej hali mały rozpoznał swojego potwora. Spod niego unosiły się lepkie strużki dymu. Był taki sam jak wtedy, a nawet jeszcze większy. Jedno, co się nie zmieniło, to to, iż był piękny.
-Czy on śpi?
-Jeszcze nie- z tyłu potwora na ziemię zeskoczył czarny mężczyzna- witam dyspozytora
Chłopiec przyglądał się uważnie przybyszowi.
-Jesteś jego jeźdźcem?
-Tak mały, jestem maszynistą tego smoka- przybysz wyciągnął w kierunku małego dłoń- Janusz
Chłopiec uścisnął niepewnie dłoń czarnego człowieka i przedstawił się. Potem tak, aby nikt nie widział, wytarł ją w tył spodni, zostawiając na nich czarne smugi.
-Jak on się nazywa?
-Ty3- odparł Janusz
-Dziwnie?- Stwierdził mały- przyniosłem mu prezent
Maszynista odebrał od chłopca zawiniątko.
-Bierze wodę jak diabli Dyspozytorze, chyba nie dam sobie z tym rady
-Cholera…-Dyspozytor za późno ugryzł się w język- jutro jeszcze go obejrzysz dokładnie, a na razie róbcie manewry Oelką
Mały wpatrywał się w mężczyzn. Nie rozumiał, o czym mówią, poza jednym słowem, które wzbudziło w nim strach. Cholera. Mama tak krzyczała na tatę, gdy się kłócili i wtedy bardzo się bał. Czekał grzecznie, aż skończą i zadał pytanie jeźdźcowi:
-Czy on jest chory?
Maszynista skinął głową potakując. Szkrab zamyślił się intensywnie i po chwili oznajmił:
-Nie mu Pan da zdrowy węgiel ode mnie ze wsi, może pomoże, ja jak byłem chory to mi mama dawała zdrowe warzywa od nas i wyzdrowiałem.
-Rozumiem, może i masz rację, chcesz sam mu dać?
-Pewnie, a mogę Panie Królu? Zwrócił się do Dyspozytora
Dyspozytor z powagą zezwolił. Malec udał się z czarnym człowiekiem do budki. Asekurowany wdrapał się do środka. Oczom jego ukazały się kurki, liczniki i inne tajemnicze urządzenia. Maszynista również znalazł się po chwili w środku. Lekko odsunął chłopca do tyłu i otworzył palenisko. Czerwony żar skrzących węgli rozświetlił ciemności. Mały odwinął gazetę i chwycił dużą bryłę węgla w obie dłonie. Potem mocno cisnął ją do gorącego brzucha potwora z głośnym:
-Smacznego Tyrek
Maszynista zamknął palenisko. Pozwolił zafascynowanemu chłopcu jeszcze chwilę pobyć w środku, następnie zestawił go obok dyspozytora. Mały z wypiekami na twarzy oznajmił mężczyznom:
-Jutro będzie zdrowy Tyrek
-Skąd wiesz?- Spytał Król potworów
-Sam mi to przed chwilą powiedział-odrzekł poważnie szkrab
Mężczyźni potwierdzili słowa kiwając głowami. Dobrze, że w ciemności nie było widać ich min. Mały mógłby się obrazić.
-Wracamy do taty- zarządził dyspozytor
Gdy stawili się ponownie w budce, ojciec był lekko zdegustowany widząc umorusanego syna.
-Tato Tyrek jest chory, bierze wodę, ale dałem mu dobrego węgla i jutro będzie zdrowy
-Na pewno- odparł ojciec
-A przyjdziemy tu jutro?
Ojciec spojrzał na dyspozytora. Ten widząc entuzjazm malca nie śmiał zabronić.
-Przyprowadź go Pan, tylko spodnie jakieś gorsze załóżcie, bo was matka prześwięci
-Mama mieszka daleko odrzekł mały i wyszli z budki.
Dyspozytor wraz ze strażnikiem długo patrzyli za odchodzącą dwójką. Wieczorem, gdy wszystko ucichło, do budki wpadł Janusz:
-Wagony poustawiane, Oelka wolna, przejrzałem jeszcze raz naszego Tyrka…
-I… Dyspozytor sięgnął po książkę usterek
-Nic wszystko gra, przestał brać wodę w jakieś tajemniczy sposób, jutro rano niech będzie na manewrach to najwyżej jak coś szwankuje to wylezie na stacji
-Dobra, naprawdę nie wiesz, co jest grane?
-Jak babcię kocham dyspozytorze, samo się naprawiło… Może pomógł zdrowy węgiel tego małego.
-Na pewno- Dyspozytor roześmiał się w głos

Wieczorem malec nie mówił o niczym innym tylko o potworze. Opowiadał ojcu siedzącemu przy łóżku o jego brzuchu i licznikach ze śmiesznymi wskazówkami. Mężczyzna słuchał i przyglądał się szkrabowi. Od czasu rozwodu nigdy nie widział go takiego szczęśliwego. Był nawet przekonany, że syn tak mocno przeżył tragedię, że już nigdy się nie uśmiechnie. W końcu malec zmęczony wydarzeniami minionego dnia zasnął. Mężczyzna zgasił światło i po cichu opuścił pokój.

Na drugi dzień chłopiec nie mógł się doczekać, kiedy ojciec wrócim z pracy. Gdy tylko ten moment nastąpił, zjadł prędko przyniesiony i podgrzany przezeń obiad i rozpoczął przygotowania do wyprawy. Przyszli tą samą drogą, co wczoraj, pod dyspozytornie. Król widząc jak nadchodzą z daleka wyszedł przed swój zamek.
-Witajcie, no i jak tam mały?
-Dzień dobry proszę Pana, u mnie wszystko w porządku a u Tyrka?
-Twój węgiel mu pomógł- Dyspozytor mrugnął okiem do ojca, zza pleców chłopca- zdrów jak ryba ustawia wagony, chcesz zobaczyć?
-Jasne! Rozpromienił się mały.
Dyspozytor zaprowadził go na pobliską rampę przeładunkową i posadził na podwyższeniu.
-Stąd będziesz widział wszystko najlepiej, tylko nigdzie nie odchodź, bo się Tyrek i inne potwory zezłoszczą, gdy pracują nie wolno im przeszkadzać, jasne?
-Tak proszę Pana, nigdzie się stąd nie ruszę, obiecuję
-My z tatą skoczymy napić się kawy- Dyspozytor wziął pod rękę ojca i udali się do budki.
Mały zdążył jeszcze usłyszeć jak Król mówi do taty:
-Niesamowity dzieciak
A tata to potwierdził. Był z tego bardzo dumny, chociaż nie bardzo wiedział, dlaczego. Słoneczko lekko przygrzewało. Z rampy rozciągał się widok niemal na całą stację. Teraz kręcił się na niej tylko Tyrek i pracowicie ustawiał wagony. Chłopiec pomachał mu ręką, ale zaraz opuścił ją szybko, gdyż nie chciał rozpraszać potwora. Jeszcze Król się zezłości. Czasami na stację wpadały inne potwory, lecz nie były one tak piękne jak Tyrek. Przejeżdżały też takie zupełnie brzydkie. Nie miały kominów, z których leciała ciepła para o przyjemnym zapachu, tylko buczały i puszczały z dachu gryzący smród, podobnie jak niektóre auta. Szkrab za plecami wygrażał im pięścią, gdy przejeżdżały obok Tyrka. Nie lubił ich. Jego potwór właśnie cofał się z dużym wagonem pełnym desek. Zgrabnie dołączył go do pozostałych i zamarł na chwilę zupełnie blisko rampy. Jeździec wyskoczył z budki i udał się do dyspozytorni. Mały przymknął na chwilę oczy. Tyrek tak mu kazał, bo chciał z nim porozmawiać.

-A witam panów- maszynista wpadł jak burza do dyżurki.
W środku ojciec z dyspozytorem ucinali sobie przyjemną dyskusję. Zaprzyjaźnili się i wygląda na to, że polubili.
-Spokojnie Januszu, bo drzwi urwiecie
-Pociąg sformowany idę do nastawni po rozkazy
-A mój mały- wtrącił ojciec
-Siedzi i przygląda się wszystkiemu grzecznie, aha jego węgiel czyni cuda, parowóz jak nowy
-On jest jak czarodziej-stwierdził ojciec
Janusz wyszedł z dyżurki po dalsze rozkazy. Po drodze musiał przejść obok chłopca. Mały wyglądał jakby spał. Lecz gdy tylko maszynista znalazł się na betonowym podjeździe, otworzył oczy.
-Proszę Pana nie wiem, co to jest zawór tendrowy, ale Tyrek mówi, że go on boli, na razie jeszcze może jeździć, ale cierpi… Chłopiec wskazał na parowóz.
Maszynista zaniepokoił się. Nie bardzo wierzył w to, co mówi mały, bo parowóz chodził jak burza, ale w myśl starego przysłowia licho nie śpi.
-A nie wymyślasz ty, aby, gdzie to przeczytałeś? Janusz kucnął obok chłopca
-Nigdzie Tyrek mi powiedział- odrzekł szkrab
-Teraz muszę już iść, ale obiecuję sprawdzić, co boli Tyrka, dobrze?
-On będzie zadowolony- stwierdził mały.
Maszynista zeskoczył z rampy i udał się do dyżurnego ruchu. Z rozkazów wynikało, że dziś już nie ma nic do roboty. Pozostało odprowadzić tylko parowóz do parowozowni i przygotować go do jutrzejszej służby. Z samego rana miał kurs do Knotopu. Zabrawszy rozkazy wrócił do Dyspozytora. Chłopca z ojcem już nie było. Zrobiło się późno i tata zabrał malca do domu.
-No to na dziś koniec, jeszcze tylko go obejrzę i walę do domku
-Dobra- zgodził się Dyspozytor
-Muszę sprawdzić zawór tendra
-Co padł? Zafrasował się Dyspozytor sięgając po książkę napraw
-Jeszcze nie wiem, ale mam przeczucie
-E… Zabobony, sprawdzaj sobie ile wlezie, ważne żeby jutro wszystko grało jak w zegarku
-To się wie Dyspozytorze

Janusz dokopał się do zaworu. Na oko wyglądał cało, lecz wkrótce maszynista dostrzegł usterkę. Tu w parowozowni mógł ją gładko usunąć. Gorzej gdyby to wypadło na szlaku. Gdy skończył zmęczony spojrzał spode łba na parowóz. Nadal gnębiło i jednocześnie fascynowało go to, iż to malec pierwszy na odległość wykrył usterkę. Przypomniał sobie słowa ojca:
On jest jak czarodziej.
Może rzeczywiście coś w tym było?

Chłopiec przez całe popołudnia bywał na stacji. Wiecznie w tym samym miejscu, na rampie obserwował potwory w akcji. Ojciec już mu nie towarzyszył. Miał do małego zaufanie i pozwalał mu samemu pójść na stacje. Dyspozytor po cichu pilnował malca i nie miał z nim kłopotów. Szkrab był zdyscyplinowany jak niejeden odział wojska. Czasami tylko przymykał oczy i meldował:
Ten zielony Królu ma bóle w stokerze
Wieczorem maszyniści odkrywali usterki i szybko je usuwali. Mały był bezbłędny. Tak minęły dwa tygodnie i znów trzeba było jechać rozklekotanym autobusem. Potwory zaś czekały cierpliwie. Minęły kolejne dwa tygodnie i następne, a potem nadszedł dzień szkoły. Mały trafił tam, gdzie inni uczą się rozumieć otoczenie. Wmawiano mu, że potwory to lokomotywy, że nie mówią i są przestarzałe. On tylko kiwał głową i wiedział swoje. Nie zawaląc lekcji odwiedzał stacje. Musiał tylko ubierać się coraz cieplej, bo jesień ustępowała miejsca zimie. Jego Tyrek zdobywał kolejne kilometry. Ciągnął długie składy wagonów i rozmawiał z chłopcem. Malec nie zauważył, że coraz częściej coś mu dolegało. Kolejne mechanizmy odmawiały posłuszeństwa. Chłopiec wskazywał je drużynie trakcyjnej, a oni robili, co mogli. Mały nie spostrzegł też, że inne potwory odchodziły. Znikały, gdzieś w czasoprzestrzeni i nie wracały. Na ich miejsce przybywały brzęczące paskudztwa. Dla niego najważniejszy był Tyrek. Gdy po raz kolejny potwór zasnął zmęczony w parowozowni, szkrab zapukał do Dyspozytorni. Król zdziwił się nieco widząc zaszklone oczy czarodzieja.
-Ej mały, co jest grane?!- Zapytał poważnie.
-Tyrek się boi i jest mi smutno- oznajmił chlipiąc chłopiec
-Czego?
-Nie chciał mi powiedzieć, co to takiego, wiem tylko, że nazywa się kasacja
Dyspozytor oniemiał i nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć. Zmarszczył czoło i pogroził palcem niewidzialnemu potworowi.
-Ja mu dam, takie bzdury gadać i straszyć mi przyjaciół, nie będzie żadnej kasacji cokolwiek to oznacza!
Potem odprowadził roztrzęsionego chłopca do domu. Wróciwszy do parowozowni zebrał będące w niej drużyny.
-Który to taki mądry i naopowiadał bzdur małemu!?- Huknął
Maszyniści spojrzeli po sobie.
-Nikt kierowniku, mały był koło Ty3 rozpłakał się nagle i wybiegł na zewnętrz, nie nadążyliśmy go złapać- stwierdził Janusz.
Wszyscy poczuli się dziwnie, gdy dyspozytor wyjaśnił swoje zachowanie. Ludzie oglądając się na Ty3 wracali do swoich zajęć. Król również udał się do swojego zamku. Tylko Janusz podszedł powoli do parowozu. Delikatnie spuścił parę i rozpoczął naprawę kolejnej usterki. Czasami wydawało mu się, że lokomotywa drży. Zdziwiony nie mógł dostrzec przyczyny takiego zachowania mechanizmów. Wstał i położył dłoń na tendrze. Sam nie wiedział, po co to robi. Szepnął cicho tak, aby inni nie słyszeli:
-Wyciągniemy Cię z tego Tyrek
Drżenia jakby ustały.

Na drugi dzień Janusz od rana rozpoczął robotę. Nie szła mu ona najlepiej. Części mechanizmów rozlatywały się ze starości. Obraz, jaki wyłaniał się po przeglądzie nie wyglądał za dobrze. Koło dwunastej pracującego maszynistę nawiedził dyspozytor z jakąś niezapowiedzianą komisją. Minę miał nie za ciekawą.
-Możesz przestać się trudzić Janusz, Ci panowie zadecydowali za nas, jest z Dyrekcji pismo o kasacji, nieodwołalne.
Maszynista opuścił ręce. Nie mógł powiedzieć słowa, w gardle miał wielką gorzką gulę. Komisja z Dyspozytorem wyszła. Hala opustoszała. Coś niedobrego i strasznego wydarzyło się parowozowni. Czarodzieja w szkole rozbolała głowa. Pani pielęgniarka puściła go do domu. On zaś pobiegł do parowozowni. Zanim tam przybył, Janusza jeszcze raz nawiedził Dyspozytor.
-Słuchaj ten mały nie może wiedzieć, jedną tragedię a mianowicie rozwód, już przeżył, druga może go załamać, zrób coś, aby Tyrek udał się jutro na kasację o własnych siłach, małemu się powie, że odesłali go na inną stację, jasne!
-Tak szefie, pomówię z innymi żeby się nie wygadali
-A jak Tyrek?
-Martwy, nie wiem czy do jutra coś zrobię, ale postaram się
-Proszę-powtórzył na obchodne Dyspozytor.
Maszynista zabrał się do pracy. Gdy wokoło było pusto zaczął mówić sam do siebie:
-Tyrek się, nie wiem jak to robisz, ale nie gadaj o tym z małym, wiem, że się boisz…
Nie dokończył, gdyż na halę wbiegł Czarodziej. Stanął przed swoim potworem i odetchnął. Przymknął oczy i stał tak chwilę. Potem zapłakał cicho.
-Dlaczego przenoszą Cię na inną stację?
Maszynista cichuteńko ukrył się w kabinie. Nie chciał przeszkadzać. Wyszeptał tylko bezgłośnie:
-Dzięki Tyrek.

Szkrab wtargnął do dyspozytorni.
-Tyrek jest chory i w takim stanie nigdzie nie może jechać!- Krzyknął zaraz od drzwi.
Dyspozytor zdrętwiał z przerażenia, lecz gdy zrozumiał, iż mały nic nie wie- odetchnął.
-Wiem pracujemy nad tym, by jutro był zdrowy
-Muszę biec do domu, wiem, co mu pomoże!
Zanim Dyspozytor zdążył zaprotestować chłopiec zniknął za drzwiami. W domu czekał na niego ojciec, zawiadomiony przez Dyspozytora.
-Tato Tyrek jest chory!
-Wiem mistrzu, dzwoniłem na parowozownie, powiedzieli mi wszystko- ojciec, musiał się pilnować gdy kłamał, aby nie płakać.
-Musimy jechać do mamy po lekarstwo, zdrowy węgiel, to mu pomoże!!!
-Ale dziś już jest późno
-Tato, to mój przyjaciel, jest dla mnie wszystkim
Ojciec wzruszony wstał i sięgnął po płaszcz. Przez myśl przeszło mu zapytanie o humory żony, gdy wpadną tak późno. Lecz miał to gdzieś- szkrab był ważniejszy.
-Idziemy synu, przyjaciół nie zostawia się w biedzie
-Tato, kocham Cię
Gdy trzasnęły drzwi mężczyzna miał łzy w oczach na ciemnej klatce schodowej.

Ranek był smutny dla wszystkich, którzy wiedzieli. Rozpalony parowóz za nic nie chciał wyjechać z parowozowni. Janusz dłubał przy nim całą noc i chyba nadaremnie. Dyspozytor będzie musiał zadzwonić po lokomotywę i zaciągną Tyrka do rzeźni. Tak bez wyrazu i godności. Małemu jakoś się to wyjaśni. Będzie trudno. Żółty obdrapany autobus zahamował koło parowozowni. Wyskoczyli z niego dwaj mężczyźni, jeden mały o wielkim sercu i jego ojciec. Pomknęli do hali, gdzie stał Tyrek. Szkrab krzyczał na całe gardło.
-Mam, mam! Musiał, co chwila łapać oddech- lekarstwo!
Janusz zszedł do niego z budki.
-Mam zdrowy węgiel! Chłopiec pokazywał coś zawiniętego w gazetę.
Janusz pomógł mu wejść do budki. Mały cisnął węgle do pieca.
-To mu pomoże! Twierdził uparcie i miał rację
Ty3 nagle ozdrowiał. Ciśnienie pary wzrosło do pożądanego. Skoczyły wskaźniki. Janusz przesunął przepustnicę. Kolos ruszył opornie do przodu. Dostojnie wytoczył się z hali. Maszynista pozwolił chłopcu odprowadzić przyjaciela, o czym poinformował ojca. Potwór ze zgrzytem przejechał po obrotnicy. Kolebiąc się na zwrotnicach ustawił się przodem ku przejazdowi. Tam, gdzie go po raz pierwszy zobaczył mały. Potem ruszył ostro do przodu. Koła ślizgały się na mokrych szynach. Gdy dotarli do przejazdu Janusz zaciągnął hamulec. Parowóz stanął na środku.
-Dalej już pojedzie sam-powiedział do chłopca
-Wiem, mówił mi abym się nie martwił, na nowej stacji da sobie radę- szkrab miał wesołą minę.
Maszynista zestawił chłopca i wręczył mu metalowy przedmiot.
-To abyś, o nim nie zapominał
Ojciec odebrał malca i cofnęli się za szlaban. Tyrek zaszurał kołami i zadymił okolicę. Gwizdał długo, aż dźwięk rozpłynął się w rannej mgle. Szkrab machał mu energicznie na pożegnanie.
-Kiedyś tu wróci, tak mi powiedział Tato
-Wiem synu, na pewno
Gdy wracali zmęczeni do domu chłopiec obejrzał prezent od maszynisty. Była nią piękna czerwona tabliczka z napisem Ty3.

KONIEC

Wrocław 24.09.2002r.

Powrót do listy opowiadań z 2002r.

One Responses

  • lila

    Dziesiątki razy czytałam to opowiadanie i choć zawsze rozbeczę się przy jego lekturze, to ciągle mi mało. Ja też mam takiego czarodzieja…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *