Dawno temu, kiedy linia Wrocław-Poznań dopiero wyłaniała się z mroków czasoprzestrzeni, ktoś niezbyt fortunnie ją przywitał. Dziewczyna o nieznanym nazwisku, czarnych długich włosach i nieprzeciętnej urodzie stanęła pomiędzy srebrnymi nitkami stalowego szlaku. Musiała znać rozkład, gdyż uczyniła to tuż przed ekspresem. Maszynista nie zdążył nawet zareagować. Masywny parowóz nakrył Czarną Mańkę i przeciągnął po niej wagony. Działo się to tuż przy stacji Rogatki. Czasoprzestrzeń wykreśliła dziewczynę i przeniosła do niebytu. Dlaczego to zrobiła- nikt nie zanotował? Tragiczna postać o nieznanych motywach postępowania. Mijające dni ukryły pamięć o tragedii głęboko w mrokach czasu. Lecz maszyniści i pracownicy stacji Rogatki nie mogli zapomnieć. Nawet Ci, którzy nigdy nie widzieli Czarnej Mańki na oczy, stykali się z jej tragedią długo po tym jak nastąpiła. Na stacji, bowiem rozlegał się śpiew. Kobiecy, delikatny i smutny zarazem niósł się aż do budynku głównego. Zawierał ostrzeżenie przed zaburzeniami w czasoprzestrzeni niebezpiecznymi dla jej pracowników. Czarna Mańka śpiewa, nieszczęście dojrzewa. Tak mawiano w Rogatkach. I stawały wtedy składy wypełniając szczelnie tory. Wstrzymywano ruch w miarę możliwości. Odczekiwano, aż mętlik w matematycznym świecie drogi minie i będzie możliwa jego eksploatacja. Nikt nigdy nie odważył się sprzeciwić Czarnej Mańce tu w Rogatkach. Do czasów, kiedy pojawili się ludzie pokroju Adama. Nazywano ich pożeraczami szlaku. Nie rozumieli praw panujących w czasoprzestrzeni. Gardzili jej zasadami i zabierali, co najcenniejsze-kilometry. Robili to w imię utopijnych idei. Działało to na nich jak narkotyk- byle więcej i dalej. Męczyli swe rumaki do granic możliwości. Pluli na podtorze, gdy któryś ze strażników próbował ustawić skład w ramach czasoprzestrzeni pokazując czerwony sygnał. Tacy byli- ranili i bezcześcili to, co dla reszty było radością i religią życia.
Dzień był upalny. Lepkie powietrze falowało wokół. Ludzie snuli się nieprzytomni osłaniając oczy przed słońcem. W elektrowozie Adama oznaczonym ET22, do którego przyłączony był sznur ciężkich wagonów, temperatura przekroczyła wszelkie granice. Pomocnik oparty o pulpit oddychał ciężko, a Adam jak chart gotowy do skoku wpatrywał się w semafor. A tam nieodmiennie od półgodziny świecił się czerwony sygnał.
– Ku@@a co oni sobie wyobrażają, że zapuścimy tu korzenie, towar się ugotuje a mnie czas ucieka, przecież szlak jest czysty!!! – Pieklił się Adam
Lewą ręką przyciskał radiotelefon śląc podobne monity na nastawnię. Oni przyzwyczajeni do Adamowego trybu postępowania odpowiadali, bez wyjaśnień: Nie masz pozwolenia wjazdu na szlak. I wyłączali się. Wściekłość maszynisty osiągała maksymalne granice. Głód wydzieranych kilometrów paraliżował inne zmysły i otumaniał. Wreszcie, gdzieś koło drugiej strażnik szlaku udzielił pozwolenia wjazdu. ET22 zawył ciężko i klekocąc na zwrotnicach ruszył w kierunku Rogatek. Napięcie powoli opuszczało Adama. Lekki dreszczyk szturmował ciało. Narkotyk wykrzywiał mięśnie, wraz z każdym wydartym kilometrem. Nieistotne było piękno szlaku i kolej jako taka. Nie liczyło się nic poza magicznymi słupkami kilo metrażowymi, ukrytymi głęboko w trawie. Adam patrzył tylko na nie i to dodawało mu sił. Napełniało jego organizm energią potrzebną do wydzierania kolejnych. Kolejowy wampir. Mijane stacje nie interesowały Adama, poza tym tylko, że je mija. Zalicza- jak wątpliwej moralności panny podczas suto zakrapianej imprezy. Zaspakajał zwierzęcy instynkt posiadania jak najwięcej przejechanych kilometrów w każdy nawet najbardziej brudny sposób.
Do jego przyjazdu życie w Rogatkach zamarło. Na torze nr 3 stał zdawczy z tutejszej cukrowni. Czas jego odjazdu został wyznaczony na później. Maszynista udał się do nastawni, uzupełnić płyny i obmyć twarz z lepkiego potu. Znał tutejszego naczelnika i dyżurnego ruchu od dawna, więc nie robiono mu problemów. Tu w Rogatkach nikomu ich nieczyniono. Kolejowa solidarność jednoczyła siły prowadzących składy i tych, którzy strzegli bezpieczeństwa szlaku. Harmonijnie współgrało to z niepisanym kodeksem czasoprzestrzeni.
– Co gorąco dziś zagaił Naczelnik
– Jak w piecu-odparł maszynista wycierając twarz
– Spokój tu dziś mamy, chcesz kawy?
– Jasne, nikogo już poza mną nie będzie?
Naczelnik powoli wlewał czarną ciecz z ekspresu do emaliowego kubka z napisem PKP. Postawił ją przed maszynistą
– Przed Tobą poszedł towarowy, kurcza nawet nie chciało im się potwierdzać, że doszedł – Naczelnik wzruszył ramionami-jeszcze tylko towarowy z Poznania i cisza
– Pewnie doszedł i zapomnieli nadać taki upał, zresztą mamy meldunek o wolnym szlaku – wtrącił dyżurny ruchu.
Maszynista szukał czegoś wzrokiem
– Gdzie macie cukier, żołądek mi nawala ostatnio, kto prowadzi ten z Poznania?
– Słodzenie nic Ci nie da- Naczelnik postawił cukier w papierowej torbie – Adam Wojszyca nie lubię pieruna
– A któżby lubił takiego aparata, bohater kraju kurcza- Maszynista upił kawy – zarżnął trzy elektrowozy w tej swojej pogoni za kilometrami.
– Dziwna to choroba wśród tych młodych panuje, szacunku dla sprzętu nie mają za grosz – wtrącił się Dyżurny ruchu
– E nikt ich nie rozgryzie – machnął ręką Maszynista
Potem wszyscy mężczyźni zapadli w lakoniczne treści. Dominowały w nich istotne dla każdego wspomnienia z kolejowego szlaku. Tak mijały chwilę. Do momentu, gdy podjęto czynności zmierzające do odprawienia nadchodzącego składu Adama.
– Dam mu na przestrzał po zasadniczym i tak nikogo nie ma – zaproponował dyżurny ruchu.
– Pasuje – skwitował Naczelnik
– Chociaż niepokoi mnie brak meldunku z sąsiedniej stacji- mówił do siebie dyżurny ruchu – jeszcze telefony siadły, taka pogoda.
– Spokojnie Wrocław potwierdził wolny szlak, więc na pewno do nich puścili zawiadomienie – maszynista oderwał się od kolejnego kubka kawy
Na Rogatkach zaszumiały cięgna. Zwrotnice ustawiły swój bieg. Strażnicy wyświetlili sygnały zezwalające na przejazd. Gdy tylko umilkł harmider do uszy obecnych na stacji doszedł śpiew. Sączył się gdzieś zza północnego krańca i falował w rozgrzanym powietrzu.
Czarna Mańka śpiewa, nieszczęście dojrzewa. Naczelnik zesztywniał.
– Słyszycie? – Spytał cicho
– Czarna Mańka – odparł Maszynista
– Zatrzymamy ten towarowy, zawiadomcie go – Naczelnik wydał rozkazy
Semafor wyjazdowy ze stacji wyświetlił czerwony sygnał. W elektrowozie Adama zaskrzeczał radiotelefon. Wojszyca, gdy tylko odebrał wiadomość wpadł w gniew
– Co jest k%%%a szlak miał być wolny, aż do samego Wrocławia.
Wściekły minął głowicę wjazdową i zaciągnął hamulce. Ciężki skład zasłonił budynek stacji. Wojszyca zabezpieczywszy lokomotywę i zostawiwszy w niej pomocnika wyrwał do nastawni. Tam groźnie spojrzał na nieco przestraszonych mężczyzn.
– Dlaczego Panowie, szlak jest pusty do samego Wrocka!!! – Ryknął bez kindersztuby.
– Nie mamy potwierdzenia czy towarowy przed tobą doszedł! – Naczelnik aż się trząsł
– Macie meldunek o zajętości szlaku czy wprost przeciwnie!!!
– To drugie… – Mruknął dyżurny ruchu-może zapomnieli taki upał?
– Oni nie zapominają! – Odparł Adam
– Nie słyszysz?! – Zaczął ostrożnie Maszynista
Adam umilkł na chwilę, lecz nic nie docierało do jego uszu. Okaleczona przez niego czasoprzestrzeń nie chciała go ostrzec. Nie wampira.
– Co mam słyszeć do diabła?!
– Czarną Mańkę! – Nieco uniósł głos Naczelnik
Adam wybuchnął histerycznym śmiechem. Gdy tylko przestał i otarł nos spojrzał na Naczelnika takim wzrokiem jakby miał zabić.
– Co wy mi tu za bzdury pieprzycie?! – Pogardliwe nuty kwitły w wypowiedzi- znam ten wasz zabobon Naczelniku i nic sobie z niego nie robię, rozumiecie?
Naczelnik oburzony milczał.
– A we Wrocławiu złożę na was skargę w Dyrekcji za nieuzasadnione zatrzymywanie składu, jeśli mnie zaraz nie puścicie!
Adam miał w dyrekcji duże plecy i jego groźby nie były bezpodstawne. Naczelnik pokraśniał na twarzy i wyrzucił z siebie
– Jedź
– Ale Czarna Mańka!!! – Próbował jeszcze dyżurny ruchu.
– Puść go on jej nie słyszy, nie dla niego ten śpiew – podsumował maszynista.
Do nastawni wpadł pomocnik Adama. Był blady i ręce mu się trzęsły.
– Słyszysz Adam….?
– Pakuj się do lokomotywy głupcze, jedziemy dalej – odparł Wojszyca
– Nigdzie nie jadę Adam, nie tym razem!
– Będziesz miał kłopoty – syknął Adam
– Walę kłopoty, zostaję-pomocnik wszedł głębiej do nastawni
– Więc sam będę musiał prowadzić – Wojszyca skierował się do wyjścia.
– Zostawcie go on ma plecy, nic mu nie zrobią – Maszynista zamknął za Wojszycą drzwi.
Zanim Adam wszedł do ET22 strażnik jaśniał na zielono. Czterej mężczyźni z nastawni odprowadzali go wzrokiem zszokowani odwagą i głupotą niewiernego. Właśnie szargano ich legendę. Śpiew Czarnej Mańki stawał się coraz bardziej natarczywy. Miejscami przechodził w wycie. Elektrowóz ruszył.
– Widzicie!? Szepnął Naczelnik
Widzieli. Czarna dziewczyna stała przy torze. Wiatr rozwiewał jej piękne włosy. Zataczała dłońmi kręgi próbując zatrzymać pociąg, na próżno. Śpiew przeszedł w pisk, od którego trzęsły się szyby w nastawni. Trwało to dopóki za zakrętem nie zniknęły światła końca składu. Potem wszystko ucichło. I tak miało już pozostać. Czarna Mańka odeszła na zawsze. Wreszcie wolna, tylko, że skalana.
Upał atakował Adama coraz gwałtowniej. Słonawy po ciekł mu po licach. ET22 osiągnął szlakową 60km/h i pożerał kolejne kilometry. Wojszyca zdrowiał i nabierał sił. Nagle powietrze w lokomotywie zgęstniało ponad normę. Zaczął jawić się kształt z początku niewinny, lecz w miarę upływu sekund coraz wyraźniejszy. Maszynista odwrócił wzrok od szyby i skierował go w bok.
– Co jest?! – Warknął do siebie Adam
Najpierw zmaterializowały się włosy. Czarne i błyszczące. Potem twarz, pełne piersi i idealna linia ud. Wzrok Czarnej Mańki spoczęły na oczach maszynisty. Wojszyca otarł pot z czoła i zamrugał.
– Co jest?! – Powtarzał bezmyślnie
Dziewczyna zbliżyła się doń i musnęła jego twarz palcami. Potem zbliżyła usta do jego ust. Bezgraniczny ból rozświetlił wnętrze czaszki Adama
– Skrzywdziłeś mnie – pełne wargi wysnuły te słowa, gdy tylko oderwały się od maszynisty.
– Ja… Nie…-Bełkotał Wojszyca oszołomiony bólem i urodą dziewczyny.
Nagle jej twarz zaczęła się zmieniać. Pojawiły się zmarszczki i całość zszarzała. Zmarszczki rozwarły się i na kolana Adama zaczęła lać się trupia posoka.
– Skrzywdziłeś mnie – z sinych ust wypadały sczerniałe zęby.
Skóra osuwała się odsłaniając nagą czaszkę. Adam zaczął krzyczeć. Tak jak nigdy dotąd nie krzyczał. Czarna Mańka zamieniła się w kałużę trupiego jadu, który wyparował.
– Boże – Uspokoił się Adam i spojrzał znowu przed siebie na szlak.
Gdy tylko wzrok zanotował zmiany w sytuacji, mózg chciał zareagować. Lecz miał za mało czasu. Światła końca stojącego przed nim składu, a wraz z nimi ściana tylna wagonów zbliżały się za szybko.

Wrocław 01.08.2002r.

Powrót do listy opowiadań z 2002r.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *