ST43 powoli wtaczał się na stację Rataje. Ciągnął za sobą brutto – siedemnaście węglarek wraz z czarnym wkładem. Stefan mocował się z nastawnikiem i próbował przeniknąć swym wzrokiem ścianę deszczu przed lokomotywą. Wycieraczki, mimo ciągłej pracy, dawno skapitulowały i strugi wody zmniejszały widoczność niemal do zera. Pomocnik, młody i nieopierzony jeszcze, milczał nieco przestraszony warunkami w jakich przyszło mu jechać. Stefan był inny. Twarda szkoła życia wyrobiła w nim stalowe nerwy i bezduszne przywiązanie do obowiązków. Dla leciwego już kolejarza nie było rzeczy niemożliwych. „Nie da się zrobić? Stefan to załatwi!” – tak o nim mawiano. Nie miał domu i rodziny, pozostał mu tylko zapał do pracy i miłość do kolei. Taki już był i basta. Rumun zakolebał się na rozjazdach, za nim w równym rytmie wagony. Piszcząc i zgrzytając zajmowały swoje miejsce na torze postojowym. Wytarte szyny natychmiast spłukiwał deszcz. Dojechali do semafora wyjazdowego wskazującego S1 i zamarli. Stefan naciągnął czapkę i pokazując palcem pomocnikowi pulpit wyskoczył na zewnątrz. Wodne bicze smagały go wściekle. Wiatr pomagał deszczowi być jeszcze bardziej dokuczliwym. Nastawnia w Ratajach była niewielką budką o ciężkich drzwiach. Stefan wtargnął do środka klnąc jak szewc.

– Leje jak z cebra… Co dalej, panie naczelniku? – wypalił do mężczyzny z kubkiem kawy w ręku.

– Zalało już Bobry i Zakole, walczą w Brodnicy, dokąd pojedziecie.

– Teraz?… nasypy podmyte, a i Struga wystąpiła tuż przy linii – powątpiewał Stefan.

– Nie dacie rady? – naczelnik spojrzał za okno – tam was potrzebują, bo inaczej będzie źle.

– Radę to ja dam, kiedy wyjazd?

– Natychmiast jak tylko zabezpieczą węglarki i… wypijecie kawę… – naczelnik podał Stefanowi kubek z czarną cieczą.

Kolejarz wlewał ją w siebie powoli, kontemplując smak. Naczelnik przyglądał się jego twarzy – starej, pooranej przez czas i wydarzenia. Nie wyrażała nic, choć zadanie było nie łatwe. Stefan podjął wyzwanie.

Drużyna manewrowa odczepiła węglarki i zabezpieczyła je na postojowym. Gdy tylko zameldowano o tym fakcie w nastawni, Stefan odłożył kubek i wybiegł do lokomotywy. Gdzieś przed nim zgrzytnęła zwrotnica i semafor pokazał zielony sygnał. Pomocnik odbił hamulce i Rumun bucząc i krztusząc się ruszył do przodu. Stefan zdjął mokrą kurtkę i cisnął ją z obrzydzeniem do tyłu kabiny. Zajął miejsce za nastawnikiem i poklepał po plecach coraz bardziej przestraszonego pomocnika.

– Damy radę, mały! – powiedział głośno.

Młody mu uwierzył. Zawsze tak było. Słowo Stefana było jak dobre zaklęcie odpędzające złe duchy.

Tor powoli wspinał się na coraz wyższy nasyp. Okolica pełna była wody – brudnej i niszczącej. Małe rowy zmieniły się w rwące potoki i podmywały wszystko dookoła, resztki zabierając ze sobą. Padały słupy i latarnie. Nasyp ledwie dyszał. Trzeszczał i obsypywał się pod naciskiem Rumuna. Przypominali okręt na nierównej fali. Stefan jechał wolno i pewnie. Widoczność była prawie zerowa, więc wolał nie ryzykować. Reflektory lokomotywy nie były wstanie podołać żywiołowi. Tuż przed Brodnicą do nasypu przytulała się Struga, mała i spokojna rzeczka, lecz nie dziś. Szeroka i wzburzona w niczym nie przypominała spokojnego malowniczego cieku wodnego, w którym baraszkują dzieci i pływają kaczki. Brunatna i spieniona woda wściekle atakowała wały, mosty i nasyp kolejowy. Stefan z lekką obawą przyglądał się temu zjawisku.

– Kurcza, nie jest dobrze – burknął – ale damy radę – dodał po chwili.

Pomocnik milczał. Rumun minął podniesioną tarczę sygnałową i skręcił łagodnym łukiem w kierunku stacji, oddalając się od rzeki. Podniesiony semafor, wskazywał wolną drogę. Brodnica jeszcze nie dorobiła się jeszcze semaforów świetlnych. ST43 zamarł tuż przed głównym budynkiem stacyjnym. Tym razem wyszli obaj. Pomocnik zdradzał objawy zziębnięcia i potrzebna była ciepła kawa, aby zapobiec rozwojowi infekcji. Zapowiadała się ciężka noc. Gdy tylko drzwi odcięły świat pełen wody i nienawiści Stefan ryknął swoim basowym głosem.

– Kawyyyy dla spragnionych!!!

Naczelnik z tutejszej stacji dobrze znał Stefana i z radością zawsze witał jego obecność. Lecz dziś był pełen obaw i przygaszony.

– Rataje padły, Stefan, wasz węgiel pływa, dobrze żeście zwiali

– Jezusiczku, niedobrze, a jak tutaj da się przeczekać to wszystko? – Stefan myślał już tylko o swoim Rumunie.

– Nie za długo, widziałeś Strugę?

– Taaaa…

– Sam wiesz, że ludzie robią, co mogą, lecz przegrywają z tym wszystkim.

– Po co mnie tu ściągnęliście? – Stefan usiadł ciężko za stołem sterowniczym.

– Widzisz te sześć cystern na bocznicy? – naczelnik wskazał coś za oknem. Stefan nawet nie raczył wstać. Zresztą powoli ściemniało się i tak by nic nie dojrzał. – Zawierają odpady z tutejszej garbarni, nie zdążyliśmy ich stąd wywieźć. Cyjankalia i inne świństwa. Gdy to dopadnie woda, będzie tragedia…

– Rozumiem. Gdzie mam je wywieźć?

– Myśleliśmy, że cofniesz je na Rataje, ale już za późno. Pojedziesz na Skoki, tam woda nie dojdzie.

– Na Skoki powiadacie? – Stefan wstał – nie będzie łatwo, nasyp jest jedyną osłoną Brodnicy przed Strugą, gdy pójdzie, to się utopicie – stary kolejarz popatrzył naczelnikowi w oczy.

– Wiem, lecz gdy utopimy te cysterny, zginie wiele ludzi. Nie tylko w Brodnicy, ale wzdłuż Strugi, rozumiesz?

– Rumun nie jest lekki… – kontynuował Stefan.

– Wiem, ale tylko on da radę uciągnąć te czteroosiowe cysterny, zresztą nic innego nie mamy.

– A ludzie?

– Będą tam Stefan, lecz musicie przejechać, bo inaczej strach myśleć…

– Policja?

– Oni wam nie pomogą, są z Brodnicy.

Stefan spojrzał za okno. Jego czoło zmarszczyło się. Zacisnął pięści.

– Damy radę – powiedział cichutko.

Drużyna manewrowa podłączyła cysterny do Rumuna. Pomocnik znowu sprawdził hamulce. Zapadł zmrok. Stefan długo ściskał rączkę nastawnika zanim przestawił ją do przodu. Toczył jakąś wewnętrzną walkę z samym sobą i swoim sumieniem. Nagle wziął głęboki oddech i ruszyli. Opornie ślizgając się po mokrych szynach wspinali się na nasyp. Basowy pomruk Rumuna rozcinał noc. Pisk osi cystern z płynną śmiercią dodawał całości złowrogiej podbudowy. Tor skręcał głębokim łukiem by opasać Brodnicę i oddzielić ją od Strugi. Ta toczyła swe wody już na wysokości połowy nasypu. Stefan prowadził skład niecałe 10 km/h. Bez szarpnięć i innych zgrzytów. Mimo takiej ostrożności dało się odczuć, że nasyp się poddaje. ST43 zapadała się lekko w dół. Dobrze, że ciemność przysłaniała szczegóły. Czego człowiek nie widzi tego się nie lęka.

Nagle gdzieś z przodu pojawiło się światło. Zataczało kręgi w powietrzu nakazując wyraźnie zatrzymanie składu. Stefan nie reagował dopóki reflektory lokomotywy nie wyłapały przemoczonych postaci. Stały na torach zagradzając drogę pociągowi. W rękach trzymały latarki, którymi dawały rozpaczliwe sygnały stop. Stefan zaciągnął hamulec i warknąwszy do pomocnika „Pilnuj, aby się nie stoczył!” wyskoczył na zewnątrz. Otoczyli go mieszkańcy Brodnicy.

– Dalej nie pojedziecie! – dyskusję rozpoczął sam burmistrz miasteczka przemoczony do suchej nitki.

– Ludzie, co wy robicie? Wiecie, co jest w tych cysternach?! – krzyknął do tłumu Stefan.

– Nie! I nie obchodzi nas to. Tam – burmistrz wskazał na miasteczko – są nasze domy, cały nasz dobytek, dorobek wielu pokoleń! Wiesz, co to dom?!

Pytanie dość boleśnie ubodło starego kolejarza. Nie wiedział, co to dom. Jego domem były dworce kolejowe i hotele PKP. Jego dom stał teraz na chwiejącym się nasypie.

– Ale cysterny!!!… – Stefan próbował wyjaśniać.

– Nie pojedziecie!!! Woda dotarła pod koronę nasypu, nie wytrzyma!!! Wracaj na stację!

Ciszę rozdarł furkot lecącego kamienia. Uderzył on Stefana w ramię.

– Mordercy!!! – krzyknął ktoś z tłumu.

Drugi kamień uderzył go w czoło. Pociemniało mu w oczach. Struga krwi rozcieńczona deszczem wsiąkała w granatowy mundur. Tłum natarł. Kolejne kamienie uderzyły w Rumuna. Strzelił reflektor. Stefan upadł na ziemię. Ktoś go kopnął. Stary kolejarz na czworakach dotarł do lokomotywy. Jeszcze dwa kamienie uderzyły go w plecy. Wpełzł do środka i zatrzasnął za sobą drzwi.

– Jedziemy, nasyp się wali! – wycharczał.

– Ludzie na torach! – krzyknął pomocnik i zagrodził Stefanowi drogę.

– Przejdź do tyłu! – rozkazał maszynista.

– Nie! – pomocnik był nieugięty.

Dłoń Stefan zatoczyła łuk i zwinięta w pięść uderzyła pomocnika w twarz. Ten osunął się na ziemię. Demony nocy szalały po kabinie. Cały skład zaczął się przechylać. Stefan pociągnął do siebie nastawnik. Rumun zawył i powoli ruszył do przodu. Maszynista dał długi Rp1. Część ludzi zeszła z szyn. Tylko burmistrz pozostał nieugięty. Snop światła padł na jego lico. Patrzał przed siebie zdeterminowany. Nie opuściła go odwaga do końca. Stefan krzyczał głośno, gdy ciało burmistrza zniknęło pomiędzy zderzakami Rumuna. W lokomotywie nie było słychać chrzęstu łamanych kości i bólu gasnącego życia.

– Damy radę – szeptał Stefan.

Jego twarz umazana w krwi wyrażała bezgraniczny ból. Coś pękło w jego systemie wartości. Stara dusza protestowała, ale obowiązek był ważniejszy. Gdzieś z tyłu zostali ci, którzy walczyli o coś, czego Stefan nie rozumiał. O dom bez logo PKP.

Przez dźwięk silnika przebił się donośny huk. Nasyp skapitulował za składem. Brunatna woda Strugi runęła na Brodnicę unosząc zmasakrowane ciało jej obrońcy. Budynki padały jak domki z kart. Od tego piekła oddalał się skład z sześcioma cysternami przepełnionymi śmiercią. Na stację w Skokach dotarli nad ranem. Stali już obaj za nastawnikiem. Młody podtrzymywał starego, który stracił dużo krwi i chybotał się na nogach. Gdy zamarł silnik Rumuna i lekarze podeszli do lokomotywy Stefan na chwilę otworzył oczy.

– Daliśmy radę – szepnął.

– Tak jest! – dodał młody.

Stefan przytrzymał go za rękę i zadał pytanie, na które młody nie znał odpowiedzi:

– Gdzie jest mój dom?

Wrocław, 15 czerwca 2002r.

Powrót do listy opowiadań z 2002r.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *