Zielone światło. Ilża była stacją węzłową, na której zbiegały się trzy szlaki. Od strony południowej wpadały nań dwie jednotorowe linie, by połączyć się w dwutorową magistralę po stronie północnej. Ruch osobowy obsługiwały dwa perony. Pierwszy jedno-krawędziowy położony przy głównym budynku stacji, i drugi wyspowy. Grupa torów towarowych leżała po lewej stronie budynku stacji, na przedłużeniu torów osobowych. Prowadził do niej pojedynczy tor objazdowy nr 4. Schodził się on w rozjazd angielski i przeskoczywszy przez tory osobowe, rozrastał w sześć torów dla postoju pociągów towarowych. Stacja podzielona była na dwa okręgi manewrowe, obsługiwane przez dwie nastawnie wykonawcze Il1 i Il2. Na całością czuwała nastawnia dysponująca Il3 położona tuż przy wspomnianym wcześniej rozjeździe angielskim. Wieczór był nieszczególny, jeżeli chodzi o pogodę. Księżyc ukrył się za grubymi chmurami, a z nieba leciały wielkie i lepkie płatki białego puchu. Dyżurny nastawni wykonawczej Il1 podszedł do okna budynku. Próbował dojrzeć coś na zewnątrz. Miał zajęte oba jednotorowe odcinki, pociągami jadącymi w stronę Ilży. Na jednym z torów znajdował się pociąg towarowy 1581, na drugim pośpieszny 71501. Oba składy miały solidne opóźnienia od planowego czasu przyjazdu. Towarowy piętnaście minut, a pośpieszny dwadzieścia pięć. Dyżurny wymógł na nastawni wykonawczej zgodę na wpuszczenie obydwóch jednocześnie na stacje. Regulamin stacyjny tego nie zabraniał, a i przebiegi nie kolidowały ze sobą. Pierwszy pojawił się pośpieszny, prowadzony zieloną SU45. Zahamował z gracją przy peronie drugim i wysypali się zeń pasażerowie. Na stacji przyłączano do pośpiesznego grupę wagonów Ilża-Hel w związku z tym czekała próba hamulca. SM42 z toru bocznego rozpocząła ostrożne przysuwanie czterech wagonów do składu 71501. Tymczasem rozjaśniło się na torze pociągu towarowego. Łunę spowodowało czoło ST 43 z czterdziestoma pustymi węglarkami. Maszynista dojrzał semafor wjazdowy ustawiony na sygnał Sr3, oraz stojącą przed nim tarczę ostrzegawczą wskazującą iż następny semafor będzie wskazywał stój. Rozpoczął hamowanie, gdyż tor 4 do długich nie należał. Tymczasem Dyżurny przeliczał coś z marsową miną. Widząc jak rumun powoli schodzi na tor objazdowy sięgnął po telefon i rozpoczął molestowanie nastawni wykonawczej o możliwość wpuszczenia pociągu towarowego, na grupę postojową bez zatrzymywania. Nastawnia dysponująca takiej zgody udzieliła. Przed składem towarowym semafor drogowskazowy podniósł dwa ramiona. Pociąg zaczął przyśpieszać.

***

Na peronie Dyżurna peronowa obserwowała jak rewident kończy próbę hamulca pociągu pośpiesznego. Śpieszył się, wiedząc o fatalnym opóźnieniu. Do obowiązków tej szczupłej brunetki, należało odprawianie pociągów pasażerskich znad krawędzi peronowych na szlak. Stwierdziwszy brak przeszkód do dalszej jazdy udzielała kierownikowi pociągu zgody na odjazd. Małgorzata zerknęła na zegarek, udało się nadrobić, aż cztery minuty. Rewident skończył podawanie maszyniście papierów. Dyżurna peronowa usłyszała narastający huk nadjeżdżającego pociągu. Zza wagonów pośpiesznego wykwitło światło. Małgorzata podeszła do krawędzi peronu i spojrzała na semafor. Dawał jasny zielony sygnał. Znaczyło to, że towarowy będzie musiał przepuścić wyjeżdżający pośpieszny. Ostatni z pasażerów zamknął drzwi. Dyżurna peronowa podniosła zieloną tarczkę do góry. Kierownik pociagu zagwizdał ostro i spojrzawszy na semafor wyjazdowy wskoczył na stopnie pierwszego wagonu. Pośpieszny ruszył i z głośnym bulgotanie SU45 zacząła nabierać prędkości.

***

Stefan maszynista pośpiesznego przyśpieszył do 50 km/h. W ciemności na tle padającego śniegu złowrogo migotały mu ściany jadących obok węglarek. Nagle z przerażeniem stwierdził iż zaginają się one pod kątem 45 stopni i przecinają jego tor jazdy. Zaciągnął hamulec w pozycje hamowanie nagłe i z okrzykiem:
Gdzie ten Dyżurny nas wpuścił !!!
Wybiegł do przedziału maszynowego. Oba pociągi starły się na rozjeździe angielskim.

***

Dzwonek do drzwi przerwał mi lekturę pięknego E1 z 1930 roku. Zastanawiałem się właśnie nad sygnałami na taborze. Lekko zdenerwowany szarpnąłem ostro za drzwi. Wsparłem się przy wykonywaniu tej czynności uprzejmym -CZEGO TAM. Za drzwiami stał znajomy prawnik Radosław Krajewski.
– Miłe powitanie, nie ma co. Stwierdził.
– Żebym wiedział, że to ty…
-To być postąpił tak samo, nie przeszkadzam?
-Już nie. Roześmiałem się i wpuściłem go do mieszkania. Nie pytając wstawiłem wodę na kawę.
On tymczasem rozsiadł się w pokoju gościnnym i czekał na napój. Ostrożnie postawiłem parujące szklanki na drewnianym stoliku. Prawnik właśnie przeglądał moje E1.
-Stara rzecz.
-Ano…
Odłożył pożółkłą książeczkę na bok i zajął się słodzeniem naparu.
-Mam dla ciebie robotę, za tyle co poprzednio.
-Pasuje. Odpowiedziałem szybko, żeby się nie rozmyślił.
Będąc bezrobotnym gnuśniałem i zapadałem się w bagno bezczynności. Każde zajęcie było podaniem gałęzi i pozwalało popływać przez chwilę na powierzchni. Prawnik wyciągnął opasłe akta i położył je przede mną.
-Zanim stracę czas na czytanie tego, dwa pytania.
-Wal śmiało.
-Kogo bronimy, i czy moja przyjaciółka Malicz też jest stroną w sprawie?
Prawnik uśmiechnął się. Odłożył kawę i pochylił się nad stołem. Wskazał palcem na teczkę i zaczął odpowiadać.
-Ależ oczywiście, że tak. Malicz rozdaje karty.
Głośny śpiew aniołów zemsty ogarnął mój mózg. Ręka mimochodem zacisnęła się w pięść.
-Motywacje już mam, kogo bronimy?
-Poczekaj z tym pytaniem, aż skończysz czytać akta. Odpowiedź masz na kartce na samym spodzie.
-Rozumiem. Kiedy zaczynamy?
-Zaczęliśmy wczoraj.

***

Zrobiłem sobie dodatkowej kawy i zasiadłem nad aktami. Duże tego było, bo i sprawa zawiła. Wypadek w Ilży nie należał do najbardziej jasnych. Dyżurny Ruchu Peronowy Małgorzata Zubik, kierownik pociągu i maszynista twierdzili z całą stanowczością, że to dla nich paliło się zielone światło. Spojrzałem na raport speców od Srk:

Po utwierdzeniu przebiegu dla pociągu towarowego, przez nastawnię wykonawczą Il1 niemożliwe jest podanie wolnej drogi dla pociągu pospiesznego. Wszystkie urządzenia Srk były sprawne. Jedynymi uchybieniami na jakie należy zwrócić uwagę są: -Brudne okulary semaforów C1/2 (drogowskazowy dla pociągu pośpiesznego) -Wczesne rozwiązanie przebiegu przez Dyżurnego Il1. (Ręcznym zwalniaczem bloku przebiegowego utwierdzającego)

Zaraz za towarowym jechał drugi. Pewnie facet nie chciał go trzymać na wjazdowym. Elektryczne zastawka i tak nie pozwoliłaby na Sr2 dla pośpiecha dopóki ostatnia oś pociągu towarowego nie zjechałaby z anglika. Z kolei brudne okulary mogły nieco przytłumić światło czerwone, przy pogodzie wówczas panującej jedyne widoczne z peronu światło to światło zielone dla 1581. Ale do diabła w smugach reflektorów SU45 musiało być widoczne ramię semafora ustawionego na stój. Nawet jeżeli jego latarnia pokazuje zielone światło maszynista musi zatrzymać skład. Ważny jest bowiem sygnał dzienny. Dlaczego zignorował opuszczone ramię? Rozbolała mnie głowa. Postanowiłem sprawdzić kogo mam w tej sprawie wybielić. Na dołączonej na samym spodzie różowym kwadratowym kawałku papieru widniało polecenie:
-Małgorzata Zubik musi zostać oczyszczona.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Dyżurna Ruchu Peronowa miała za zadanie bezpieczne wyprawienie pociągu pośpiesznego na szlak. Zawaliła na całej linii. Mimo sygnału zabraniającego jazdy zezwoliła na nią. Nie śmiałem podważać raportu speców od Srk. Ci dobrze wykonują swoją robotę i nigdy się nie mylą. Za mojej kadencji w wypadkowej nie nastąpiło to ani razu. Postanowiłem najpierw obejrzeć miejsce wypadku. Ale najpierw musiałem się zorientować w czasie. Wykręciłem numer prawnika. Po drugiej stronie słuchawki ktoś został brutalnie wyrwany ze snu.
-Słucham…
-To ja Covalus.
-Chłopie jest druga w nocy.
-Zaczytałem się trochę, a co śpisz?
-Już nie…
-Chcę pojechać do Ilży, kiedy jakaś rozprawa?
-Po jutrze…
-O co oskarżono tą Twoją podopieczną?
-Zaniedbanie służbowych obowiązków i wyprawienie pociągu pośpiesznego mimo sygnału stój.
-Aha, rozumiem iż płacisz za moją delegacje?
-Chyba muszę…
-Cieszę się, że rozumiesz sytuacje.
-Oddasz jak przegramy sprawę.
-Grozisz?
-Nie śpię…
Odłożył słuchawkę.
Zajrzałem jeszcze do wniosków Malicz. Oberwało się wszystkim. Z całości akt, wynikało że Malicz nie ma pojęcia, co tak naprawdę zaszło. Był jeszcze ktoś, do kogo chciałem zadzwonić. Uczyniłem to mimo kosmicznie późnej pory. Tym razem ten ktoś nie spał.
-Co Covalus, spać nie możesz?
Andrzej Sobuńko był moim kumplem i robił wybitne fotografie. Był mi potrzebny do utrwalenia otoczenia Ilży. Nie mogłem tam długo siedzieć, a najlepiej się myśli mając widok miejsca wypadku przed sobą.
-Nie, a Ty?
-Ja jak zwykle, tułam się bez celu po domu.
-Chcesz zarobić trochę kaski?
-Wiesz, że tak.
-Zawieziesz mnie na pewną stację i porobisz dla mnie fotki. Pewien gość zwróci za paliwo i odpali Ci trzysta złotych prowizji. Nie pytam jak zwolnisz się z pracy.
-Dam sobie radę, kiedy i dokąd.
-Ilża, potrzebuję tam być jak najwcześniej.
-Daj mi jakieś dwie godziny snu i wyjedziemy około ósmej.
-Pasuje.
Skończywszy ustalenia walnąłem się spać. Trudny dzień nadchodził.

***

Budzik był bezlitosny. Wstałem lekko nieprzytomny. Wlałem w siebie wiadro kawy i wyszedłem na ulicę. Biała cytryna mego kolegi już warowała na parkingu. Ruszyliśmy w drogę. Wybrałem numer prawnika.
-Jestem w drodze do Ilży. Daj mi adres tej Dyżurnej i załatw wszystko na stacji, aby nam panowie z SOK dupy nie truli.
Krajewski podyktował ulicę i numer domu. Potem obiecał, iż załatwi aby nie uznano nas za terrorystów w Ilży na stacji. Zakaz fotografowania na kolei dawno zniesiono, ale SOK jest nieustępliwy. A zamknąwszy mnie na kilka godzin, w celu ustalenia kto je jestem, mogło spowodować załamanie się i tak napiętego planu. Najpierw podjechaliśmy pod dom tej Dyżurnej. Kobiecina była zawieszona w czynnościach, więc nie mieliśmy kłopotu z zastaniem jej. Wysoka brunetka była bardzo zafrasowana tym co się wydarzyło. Trzęsącą dłonią wskazała nam na pokój gościnny, gdzie zajęliśmy miejsca. Poprosiłem ją by spokojnie streściła co zaszło.
-Zbliżała się godzina odjazdu spóźnionego pośpiesznego. Wyszłam na peron i zobaczyłam zielony sygnał.
-Powoli, czy widziała Pani jadący po torze obok pociąg towarowy?
-Nie, bo zasłaniał go stojący pośpieszny, ale słyszałam jak jechał.
-I wypuściła Pani 1581 ?!
-Tak, według regulaminu stacyjnego w takim przypadku to właśnie on miał pierwszeństwo. Zresztą mieliśmy Sr2.
-Raport Speców od Srk mówi co innego, może pomyliła Pani sygnał z semaforem dla towarowego?
Kobieta ukryła twarz w dłoniach. Trwało to chwilę, za nim znów spojrzała na nas. Po policzkach płynęły jej łzy.
-Widziałam go, na semaforze dla pośpiesznego !!! Kierownik pociągu też go widział ! Do diabła dwie osoby nie mogły się mylić. Zresztą obraz semafora towarowego był zasłonięty przez stojący pociąg pośpieszny.
Zanotowałem tą uwagę, aby sprawdzić ją na miejscu. Kobieta wpatrywała się w podłogę. Czułem się podle. Ale musiałem coś z tego zrozumieć.
-Jak odbywa się wyprawianie pociągów na waszej stacji?
-Nastawnia dysponująca powiadamia o sytuacji ruchowej i ja odprawiam pociągi.
-Zaraz… Przerwałem jej.
Na moment zapadła cisza.
-Czyli Dyżurny z Dysponującej Il3 powinien powiadomić Panią, jeżeli towarowy miałby przejechać pierwszy.
-Tak.
-Uczynił to?!
-Nie miałam żadnego telefonu z Il3 ! Dlatego byłam przekonana, że pośpieszny jedzie pierwszy.
Zanotowałem ten istotny, aczkolwiek nie kluczowy dla sprawy fakt. Nadal wierzyłem specom od Srk. Drzwi od mieszkania otworzyły się gwałtownie. Do mieszkania wszedł mężczyzna w mundurze konduktora. Zobaczywszy nas zareagował gwałtownie.
-Panowie przesadzie chyba! Nie za dużo tych przesłuchań. Nie widzicie w jakim stanie jest Żona !
Podszedł i przytulił kobietę. Znowu zapadła cisza. Przerwałem ją.
-Jesteśmy od Pana Krajewskiego, usiłujemy pomóc.
Mężczyzna odstąpił od Żony lekko zdezorientowany.
-Przepraszam, najpierw była tu jakaś idiotka z Wypadkowej. Wyjaśniał.
-Malicz. Pomogłem mu ustalić tożsamość.
-Jak zwał tak zwał, ale gdybym mógł zabiłbym na miejscu. Konduktor zacisnął ręce w pięści.
Andrzej włączył się do dyskusji.
-To może Pan uścisnąć rękę Covalusowi, macie wspólny cel w życiu.
Konduktor spojrzał w moim kierunku.
-Naprawdę, nie Pan jeden… Stwierdziłem.
Potem w skrócie wyjaśniłem dotychczasowe moje przypuszczenia. Gdy doszedłem do sprawy semafora, konduktor przerwał mi.
-Małgosiu idźcie z Panem… -wskazał na Andrzeja palcem- do kuchni. Zrób mu herbaty. Andrzej nie protestował.
-Żona bardzo przeżywa wszystko…
-Wiem, ale żeby jej pomóc muszę wiedzieć jak było z tym semaforem.
-Panie Covalus, gadałem z tym facetem od Srk, koleś bije się w pierś że to niemożliwe.
Prawie wlazłem na semafor, aby znaleźć jakieś uszkodzenie. Nadaremnie. Mimo wszystko wierzę Żonie. Jakimś cudem musiało tam być zielone światło.
Zamyśliłem się. Pozostało mi sprawdzić wszystko na miejscu.
-Pojedzie Pan ze mną na stacje?
-Pojadę, znam całość w najdrobniejszych szczegółach, nie chcę aby Małgosia musiała jeszcze to jeszcze raz przeżywać.
Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy. Resztę dnia spędziłem na peronie w Ilży.

***

-Andrzej zrób mi fotki, tak jakbyś był Dyżurną. Z jej perspektywy, jej oczami. Pan Michał pokaże Ci gdzie wtedy stała.
W czasie tej krótkiej drogi zdołaliśmy przejść na ty z konduktorem.
-Czego szukamy? Spytał Andrzej. Lecz gdy chciałem odpowiedzieć zamachał rękoma.
-Co? Zdziwiłem się.
-Nic nie mów, mógłbyś mi coś zasugerować, a tak utrwalę Ci to co widziała Dyżurna. Nie sprzeczałem się z nim. Jeśli chodzi o fotografię, był nie do pobicia. Poza jednym drobnym szczegółem. W swym artystycznym szale potrafił wleźć pod pociąg.
-Uważaj tylko na pociągi !
-Dobra.
Ja zaś stanąłem nieco z boku i śledziłem sytuację na stacji. Kolejne składy mijały mnie z hukiem kół. Semafory podnosiły i opuszczały ramiona. Wszystko było w największym porządku. Po trzech godzinach wizji lokalnej kiwnąłem na Sobuńkę.
-Idę poszukać kawy. Chcesz?
On zaś ocenił sytuacje po mojej minie.
-Chcę, a widzę, że na razie wielka kicha.
Nie mógł tego wyrazić celniej. Nie było żadnego zielonego światła. Kobieta musiała się pomylić i kierownik pociągu też. Ja zaś chyba zapłacę prawnikowi za stracony czas. Jedna wielka lipa. Konduktor podszedł do mnie i położył rękę na ramieniu.
-Ona widziała zielone światło.
-A ramię semafora! Jest doskonale widoczne. Tylko ślepy nie zauważyłby jego położenia!
-No to było ich dwóch, ona i kierownik pociągu. Jeśli dodać do tego maszynistę.
-Chodźmy po kawę…

***

Staliśmy oparci o budkę Dyżurnej i żłopaliśmy kawę z plastikowych kubków. Trzech facetów którym nie idzie. No może dwóch, bo Sobuńko na pewno zrobił dobre fotografie. Zaczęło się zaciemniać. Przy peronie stanął pociąg osobowy.
-Andrzej zrób mi fotografie w nocy. Przecież wtedy było ciemno. Tylko uważaj na pociąg, będzie ruszał jak tamten semafor da zielone.
-Będę miał drania na oku. Burknął Sobuńko i rozpoczął ustawianie statywu i aparatu. Stacja rozbłysła symfonią świateł. W nastawniach zapalono lampy oświetlające przedpole. Fotograf pochylił się nad aparatem. Nagle odskoczył w bok. Zdziwiony gwałtownością ruchów wpatrywałem się weń lekko nieufnie. Czyżby zmęczenie dawało o sobie znać?
-Co jest ?! Sobuńko stał zdziwiony.
Popatrzał na semafor i potem zwrócił się do mnie.
-A jak świeci na zielono, a ramię nie podniosło się pojedzie?
Jeżeli kiedyś miałbym zagrać Pomysłowego Dobromira w chwili wpadania na pomysł- to teraz był moment kiedy piłeczka skacze mi po głowie. Upuściłem kubek z kawą i zacząłem iść tak w kierunku miejsca z którego Dyżurna odprawiła pośpieszny. Powoli uniosłem wzrok.
-Kurwa mać, jest zielone!!!
Jeśli miałbym kiedyś grać w bajkach dla dzieci, koniecznie musze popracować nad dialogami. Konduktor też to zobaczył. Zielony sygnał bez ramienia.
-Andrzej chcę to mieć na zdjęciu ! Prawie krzyczałem.
-Będziesz miał zielonego gnoja.
Sobuń też nie nadawał się na Dobromira.

***

Nie poszedłem do sądu. Nie musiałem. Prawnik zrobił to za mnie. Najpierw wywalczył tydzień zwłoki. Potem pokazując sędziemu piękne fotografie Andrzeja zmusił Komisje Wypadkową do jeszcze jednej ekspertyzy.

Spod posterunku Dyżurnego Ruchu semafor drogowskazowy C1/2 jest widoczny doskonale w świetle dziennym. Inaczej się ma sytuacja w momencie włączenia oświetlenia sztucznego. W momencie włączenia lampy oświetlającej teren kolejowy przy nastawni Il3 ramię semafora C1/2 przestaje być widoczne. Również ostre światło przysłania czerwona latarnię. Widać natomiast ową lampę. Jej feralne usytuowanie sprawia, że dla stojącego na drugim peronie i maszynisty pociągu jawi się ona jakby była umocowana pod ramieniem. Widziany obraz semafora staje się wtedy zupełnie odmienny od rzeczywistego. Przy maszcie semafora widać światło zielone (światło barwą zbliżone do zielonego).
Ramię semafora staje się widoczne dla maszynisty w chwili dojazdu do semafora…

Krajewski udowodnił, iż Dyżurnej peronowej nie powiadomiono o zmianie następstwa pociągów na stacji. Dodając do tego zielone światło, sąd mimo protestów Malicz nie miał innego wyjścia jak uniewinnić Małgorzatę Zubik. W trakcie śledztwa wyszło na jaw, iż maszynista nie znał szlaku, okulary semaforów były brudne, zmieniono zapisy w książkach przebiegów i wiele innych wielce niepokojących faktów. Mnie już to nie obchodziło. Swoją robotę wykonałem. A w zasadzie zrobił ją dla mnie wywracający się Sobuńko. Wizyta w Ilży nauczyła mnie jeszcze ważnej rzeczy. Ową wizję lokalną powinienem od razu robić po zapadnięciu zmroku. Dlaczego tego nie zrobiłem od razu ? Wiara w szkiełko mędrca i speców Srk była zbyt wielka. W połączeniu z własną z przekonaniem własnej nieomylności rodziła niebezpieczną mieszankę. Kiedy jedna osoba mówi Ci, że się mylisz możesz ją zignorować. Gdy usłyszysz to od drugiej- pora zweryfikować własne postępowanie. Na ścianie wisi dowód- semafor ze światłem zielonym. Światłem, w którego istnienie wątpiłem.

KONIEC

Wrocław 17.12.2005r.

Powrót do listy opowiadań z 2005r.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *