Ciepła herbata parowała na stole przy oknie. Za brudnawą szybą długie brutto powoli, skrzypiąc niemiłosiernie, pokonywało kolejne metry. Uniosłem wzrok znad dokumentów zamyśliłem się. Od czasu utworzenia Komisji do Badania Przyczyn Wypadków Kolejowych, zwanej w skrócie komisją wypadkową rozwiązaliśmy wiele spraw. A były różne- od wykolejenia drezyny w Palikach, do zderzenia pociągów w Łapkach Wschodnich. Mnie jednak zawsze frapowały niewyjaśnione sprawy sprzed lat. Konkretnie jedna, ta najbardziej tragiczna- Otaczyn. Wczoraj z archiwum wytargałem zakurzoną teczkę i powoli przyswajałem sobie jej treść. Pożółkłe raporty, zdjęcia i notatki- wszystko spięte spinaczem i przepasane wstążką z napisem “umorzono”. Mnie jako pracownika komisji wypadkowej straszliwie bolał wynik tej sprawy. Wypadki mają swoją przyczynę. Niefrasobliwość ludzką, błąd czy zużycie sprzętu. Jeżeli zginęli w nim ludzie, najważniejsze jest wyjaśnienie przyczyn i wyeliminowanie czynnika sprawczego. Tak, aby nigdy nie zaznać bólu podobnej tragedii. Zaczęło się tak niewinnie, gdzieś pod koniec lata 1960 roku:

Do stacji Otaczyn zbliżał się pociąg towarowy numer 34666. Ciężki ST 44 ciągnął trzydzieści dwie wypełnione węglem dwuosiowe węglarki. Maszynista znał szlak. Wiedział, że z toru głównego w Otaczanie skierują go na tor boczny dodatkowy nr 3. Zawsze tak robili. Tarcza ostrzegawcza mrugała zalotnie pomarańczowym światłem. Nastawnik poszedł na luz. Pociąg szedł pchany własnym ciężarem. Semafor wjazdowy spowity oparami letniej porannej mgły potwierdzał zjazd w bok z prędkością 40 km/h. Pomocnik przeciągnął się za pulpitem i ziewnął. Lekko przyhamował skład. Gagarin szarpnął na łączniku pomiędzy torem właściwym a niewłaściwym. Chwilę brnął pod prąd. Potem znów odszedł w bok na tor nr3. Wystarczyło rozpędu oby stanąć dokładnie pod semaforem wyjazdowym. Maszynista wstał i nakazał pomocnikowi sprawdzenie czy wszystko w porządku w maszynowym. Mieli drobne wycieki oleju. Sam wrócił za nastawnik. Niebieskie światło stojącej przed semaforem tarczy manewrowej paliło źrenice.

Fotografie ciał spowodowały, że poczułem chęć zamknięcia teczki. Były niemym oskarżeniem. Zdawały się mówić “Daliście słowo- kolejarskie słowo”. Podróżni, którzy wykupili bilety i nigdy nie dojechali do celu. Do Otaczyna zbliżał się specjalny pociąg 34888 zwany popularnie turnusowym. Wagony wyładowane do ostatniego wolnego miejsca, pełne śpiących i zmęczonych wczasowiczów. Ciągnięty przez SU45 osiągnął rozkładową prędkość 70 km/h. Szlak prowadził go przez las, do posterunku Przesieka. Zanim tam przybędzie minie jeszcze 30 minut. Dyżurny w Przesiece przygotował wolny przelot. Do samego Otaczyna…
Raporty wspominały o przemęczeniu, niebieskim zwidzie, samobójstwie osobach trzecich. Bzdury, kiedy nie ma się pomysłu na konkretną odpowiedź. Zdjęcia komisji technicznej badającej sprawę po wypadku, ukazywały wciąż te same elementy infrastruktury. Zwrotnice wyjazdową na niewłaściwy a potem drugą na prawy tor. Na samym początku przerzuciłem je beznamiętnie, ale cos kazało mi wrócić. Jakieś szczegół burzący równowagę. Wreszcie poczułem znajome ciepło. Ręce zaczęły drżeć a dłonie bezwiednie pocierały jedna o druga. Miałem coś, co wydawało mi się istotne. Coś, co wymagało konsultacji.
-Joooooolaaaaa !!! -wrzasnąłem na dziewczynę z sąsiedniego pokoju.
Była to nowa, zatrudniona od niedawna trzydziesto cztero letnia brunetka, o spokojnej twarzy. Zawsze ubrana elegancko, przyciągała oko. Weszła lekkim krokiem i stanęła nade mną. Zobaczywszy porozkładane zdjęcia i raporty westchnęła.
-Ty znowu wałkujesz ten koszmar.
-Męczy mnie wynik tej sprawy.
-Nie powinieneś, wyrok zapadł.
-Dobra odpuść sobie i powiedz, co myślisz o tym- podałem jej dwa zdjęcia.
Wpatrywała się w nie przez dłuższą chwilę.
-Zwrotnica wyjazdowa na właściwy, głowica w kierunku Przesieki ?
-Dokładnie tak… dalej.
-Fotografia przedstawia zwrotnicę a druga tą samą z zamkiem ryglowym pojedynczym. Milczałem.
-Zamek zapewnia jazdę na ostrze z kierunku Przesieki.
-Obróć zdjęcia.
Uczyniła to. Z początku nic nie wskazywało na to, że załapała. Ale wkrótce jej źrenice zrobiły się większe, dużo większe.

Turnusowy dojeżdżał do Przesieki. W pierwszym wagonie dwóch mężczyzn grało w karty. Nie mogli spać. Dwa przedziały za nimi mały chłopiec obudziwszy się wcześniej oparł główkę o stolik przy oknie i liczył umykające drzewa. Matka spała przykryta niebieskim pledem z logiem PKP. Spod nasypu wytrysnęła sarna. Mały pomachał jej ręką. Zatrzymała się i długo śledziła go wzrokiem.

-No i…- zagaiłem
-Nie rozumiem szefie, zdjęcie pierwsze przedstawia zwrotnice z zamkiem o godzinie 9.00, tak jest tu napisane, więc tuż po wypadku. Potem wykonano drugie o 9.15 i zamka nie ma.
-Brawo Jolu, cóż to może oznaczać?
-A ma Pan raport o zakończeniu oględzin szlaku i pozwoleniu przywracania ruchu? -Mam “Komisja zakończyła pracę o godzinie 9.30 i zezwoliła na wejście ekip udrażniających szlak”. -Czyli do 9.30 nikt nie miał prawa niczego zmieniać?!
-Tak Jolu, a już na pewno nie demontować zamka ryglowego!- Wstałem i zacząłem chodzić wokół niej.
-Co Pan zamierza z tym zrobić?- Spytała wodząc za mną wzrokiem. Było to szalenie niewygodne i wkrótce zrezygnowała.
-Postaram się doprowadzić do wznowienia śledztwa, ale muszę mieć jeszcze coś. -Z powodu jednego zdjęcia?
-Dokładnie tak.
-Szefie a Pana urlop?
-Właśnie odkryłem jak go wykorzystać.
Wydawało mi się, że szepnęła coś o chorym umyśle. Być może miała rację. Rozpoczynałem pogoń za demonami przeszłości. Na podstawie nikłych dowodów i własnego przeczucia. Było to tak, jak rozkopywanie grobów dla zaspokojenia chorej ciekawości. Nienormalne.
-Zamki montowało się na zwrotnicach uzależnionych w przypadku awarii, znajdź mi wszystkie odpisy ksiąg napraw i robót w tych dniach.
-Da się zrobić, szefie, jeśli zwrotnica uniemożliwiała powrót na właściwy, bo była zaryglowana, dlaczego dyżurny przyjął towarowy na dodatkowy nr 3!? Z niego nie było wyjazdu, bo ruch po niewłaściwym na trasie Przesieka- Otoczyn jest do dziś zabroniony wskutek ograniczonej widoczności!
-Widzisz Jolu to też mnie męczy, ale postaram się Ci na to pytanie odpowiedzieć.

Dyżurny w Otaczanie usłyszał narastający huk silnika Gagarina. Bulgot wzmagał się orał powietrze. Potem do jego uszu doszedł syk zwalnianych hamulców stukot kół. Nie było wątpliwości towarowy 34666 ruszał. Mężczyzna wybiegł z nastawnicy. Zamarł- porażony widokiem ST 44 rozpruwającym zwrotnicę toru nr3 i wjeżdżającego na niewłaściwy tor w kierunku Przesieki. Tor, po którym Dyżurny wbiegł do pomieszczenia sterującego i chwycił za telefon. Długo nikt nie podnosił słuchawki.

Gdzieś koło 15 dostałem książkę robót. Znalazłem właściwą datę i zagłębiłem się w lekturze.
Dyżurny Krasiński wezwał służby drogowe, bo:
1. Aparat sterujący Sw1p wskazywał na awarie zwrotnicy łączącej tory wyjazdowe na głowicy kierunek Przesieka. Chodziło o rozjazd na torze niewłaściwym dla pociągów podążających do Przesieki.
2. (punkt nieczytelny)
W związku z obłożeniem pracą oddziału polecono:
1. Założyć zamek ryglowy pojedynczy na zwrotnicę i wyłączyć uzależnienie w Aparacie Sw1p
2. Zwrotnica ma być ustawiona w pozycji zasadniczej, czyli uniemożliwiająca przejazd z toru niewłaściwego na właściwy kierunek Przesieka.
Wykonać natychmiast data: dzień przed katastrofą.
Brak adnotacji o wykonaniu ryglowania. Mimo iż zdjęcia wskazują, że założono zamek! Przyjrzałem się dokładnie księdze. Palcami rozwarłem grzbiet. Strzelił i kartki wysypały się luzem. Dziwne w szytym egzemplarzu? Nitki szycia starannie przycięto, aby wstawić nową czystą kartkę. Kartkę nie z tej książki, bowiem nie trudzono się nawet o spasowanie dziurek szycia. Ktoś się śpieszył. Na bocznej kartce zapisałem nazwę aparatu nastawnicy Sw1p. Dlaczego? Bowiem się jeszcze z taką nie spotkałem. Spojrzałem za okno, manewrujące stonki pozapalały po jednym oku. Otoczenie zszarzało. Zapomniałem zjeść obiadu. Pora to nadrobić w postaci sytej kolacji. Pani Joli już nie było. Nie zauważyłem, kiedy wyszła.

Kierownik Turnusowego wyszedł na korytarz wagonu wyłączyć ogrzewanie, które samo się włączyło. Tak czasami bywało- zwalali to wszechobecne zwarcia. Na zewnątrz przedziału służbowego przy oknie stał mężczyzna. Lekko zaspany usiłował zapamiętać mijany krajobraz.
-Co spać nie dają?- Zapytał kierownik.
-Dzieciaki pobudziły się wcześniej i dokazują w przedziale.
-No to rzeczywiście niewesoło.
-Może i niewesoło, ale kocham te szkraby i jeszcze będą z nich ludzie.
Nagle otworzyły się drzwi dzielące korytarz od przedziału.
-Tata, jak szybko zasuwamy?!
-Prawie 70 km/h- odpowiedział kierownik.
-Kiedyś prze Pana też będę maszynistą!
Obaj mężczyźni roześmiali się.

Noc nie była udana. Koszmar za koszmarem i ból brzucha. Tak to już bywa, gdy się zje sytą obiado-kolację. Wstawszy posmarowałem dwie kromki dżemem i zalałem herbatę. Podczas konsumpcji mój umysł zaczął wytykać zaległości dnia wczorajszego. Aparat Sw1p. Sięgnąłem po komórkę i wykręciłem numer Joli. Dopiero, gdy usłyszałem jej zaspany głos zorientowałem się, że inni sypiają lepiej.
-Taaaaaa
-Witam, sorki za telefon, ale jak wpadniesz do roboty, znajdź mi wszystko o sw1p, dobrze?
-Taaaa, ale Pan ma urlop.
-Urlop? Co to takiego?
Wyłączyła się. Wsiadłem do tramwaju, na kolanach miałem teczkę ze szczegółami Otaczyna. Paliła w nogi.

Kierownik wyłączywszy ogrzewanie, jeszcze przez chwilę gaworzył z maluchami. Potem wrócił do służbowego. Po drodze przystanął, aby popatrzeć na kołyszące się zderzaki Su 45.
-Pora zjeść coś, niedługo Otaczyn- Oznajmił innym lokatorom przedziału.
Wszyscy poparli decyzję szefa i rozpoczęli śniadanie. Ostatnie śniadanie.

-Szefie ja nic nie znalazłam, ale w Żmigrodzie coś wiedzą, niejaki inż. Wołkow prowadzi centrum badań kierowania ruchem, tuż przy placówce doświadczalnej i mają tam Sw1p. Umówić Pana z nim?
Jola z samego rana była urocza.
-Na dziś, zaraz do niego jadę!
Nie czekawszy na odpowiedź wybiegłem w kierunku dworca głównego. Zabiłem półgodziny i wsiadłem do żółtego cykającego kibla. Kiedyś obmalowany, teraz wyglądał ślicznie, bez ani jednego spreja. PKP wygrywało wojnę z gówniarzami. Dzwonek i syk zamykanych drzwi oznajmił, że pora zająć miejsce. Klapnąłem obok siedzenia zajętego przez dwóch chłopców. Obserwując piękno estakady podsłuchiwałem młodzieńców. Mówili coś o kółeczku i dzielili się wrażeniami z imprezy wyraźnie kolejowej. Coraz szerzej otwierałem oczy ze zdumienia. Obok siedzieli miłośnicy kolei- myślałem, że taki gatunek dawno wymarł. Wstałem i wiedziony impulsem zapytałem:
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale Panowie wyraźnie są fachowcami, chciałbym o coś zapytać?
Byli zdumieni, ale szybko przełamali lody nieufności. Udostępnili mi kawałek miejsca.
-Covalus- przedstawiłem się.
-Msx- pierwszy wyciągnął rękę ten z lewej.
-Waldek, bardziej znany jako EN57- również drugi miłośnik zdradził mi swoją tożsamość.
-O, co Pan chciał zapytać?- Zagaił nieco zniecierpliwiony Msx.
-Jak dotrzeć z dworca w Żmigrodzie do toru doświadczalnego?
-Sam to czy o ośrodek Panu chodzi?
-Ośrodek.
-Proszę po wyjściu wsiąść w PKS na Wołów, drugi przestanek za tablicą miasta kierowca będzie wiedział.
-Dzięki, idę do siebie, mam robotę- odparłem i wróciłem na swoje miejsce. Oni zaś do swoich kolejowych namiętności.

Wielu pasażerów Turnusowego wstało lub właśnie wstawało. Długonoga blondynka wracająca z wakacyjnych podbojów, nie tylko krajoznawczych zaczęła poprawiać zniszczony nieco makijaż. Robiła to bardzo starannie licząc na uznanie innych jak tylko się obudzą. A wszystko wskazywało na to, że nastąpi to niedługo. Po powrocie miała wrócić do swej pracy w sklepie. Nudnej pracy…

Rozklekotany autobus dowiózł mnie na miejsce. Inż. Wołkow czekał przy samej bramie.
-Covalus, wypadkowa- przedstawiłem się.
-Wołkow, rozumiem, że ma Pan chęć przyjrzenia się Sw1p?
-Dokładnie tak inżynierze.
-No to chodźmy.
Zaprowadził mnie do wysokiego budynku. Tam zeszliśmy do piwnicy i stanęliśmy przed nastawnicą, dokładnie taką jak w Otaczanie.
-Oto Sw1p, malutkie p oznacza prototyp, elektrycznej nastawnicy przekaźnikowej z automatyczną detekcją błędów nastawianych przebiegów i urządzeń Zrk.
-Dobrze inżynierze, dlaczego tak mało jest nastawni tego typu?
-Bo się nie sprawdziła, zresztą niech Pan posłucha. Wprowadzano je najpierw jako tester na małych stacjach. Szybko okazało się, że są za czułe. Wskazywały najdrobniejsze uchybienia, a najczęstszym było pełzanie iglic. Dyżurni klęli ile wlezie. Sw1p zaczął blokować ruch na wielu stacjach. Konstruktorzy wprowadzili mechanizm wyłączania wskaźnika błędów i rozwiązywania uzależnień. Miało tak być do czasu usunięcia usterek. Niestety wielu dyżurnych nadużywało tego mechanizmu i nastawnice musiano zdemontować. Ot cała historia. Ten egzemplarz trzymamy jako wspomnienie polskiej myśli technicznej.
-W Otaczynie był Sw1p?
Twarz inżyniera nieco poszarzała.
-Proszę mnie nie mieszać do tamtych spraw, ten aparat, przed którym Pan stoi jest zdemontowanym egzemplarzem z tamtej stacji.
-Kiedy to zrobiono?
-Następny dzień po wypadku.
Groby zostały otwarte. Nie było odwrotu.
-Czy to działa?
-Tak, jest podłączone do przekaźników symulujących prawdziwe zwrotnice w układzie Otaczyn, zrobione to dla potrzeb ekip prowadzących śledztwo w tamtych czasach. -Proszę zasymulować sytuację z tamtego dnia, na torze 3…
-Wiem jak to było- przerwał mi inżynier i uruchomił nastawnicę.
Rozbłysły rzędy lamp.

Matka czterolatka z trudem odciągnęła go od okna. Chciała, aby zjadł coś na śniadanie. Wieczny kłopot z tym maluchem. Taki z niego niejadek. Mały niechętnie sięgnął po dużą kromkę z masłem. Powoli rozpoczął walkę z niedobrym chlebem…

-Proszę założyć zamek na zwrotnicę nr 5- nakazałem
-Tam nie było zamka- zdziwił się inżynier.
-Nieważne, proszę zasymulować taką sytuację.
Mężczyzna pogrzebał coś przy przekaźnikach. Zapaliła się lampka błędu.
-Żeby mógłby być założony zamek trzeba wyłączyć uzależnienie zwrotnicy 5 od semafora 4 wyjazdowego, tego, pod którym stał towarowy.
-Proszę wyłączyć uzależnienie inżynierze.
Lampka błędu zgasła. Byłem w kropce. 34666 dlaczego ruszyłeś?! Doświadczony maszynisto! Tacy jak ty ruszają tylko na sygnał “wolna droga”. Raczej się nie mylą, nawet zmęczeni. WOLNA DROGA! WOOOOOLNA DROOOOOOOOGA!!!
-Proszę wypuścić 34666 na tor właściwy w kierunku Przesieki.
-Nie mogę leci 34888- jęknął inżynier.
-Zrób Pan to!
Lampka błędu znowu rozbłysła szkarłatem.
-Zamek!- Przypomniał inżynier.
Właśnie zamek. Lewą ręką zgasiłem lampkę i dałem nakaz jazdy dla wyimagowanego 34666. Nastawnica ustawiła przebieg. Tylko, że zwrotnica nr 5 nie mogła się przestawić. Blokował ją zamek.
-Dziękuję Panie Wołków, bardzo mi Pan pomógł, przepraszam, jeśli byłem trochę nieprzyjemny.
-Grzebie się Pan w nieprzyjemnej sprawie…
-Ktoś musi.
Po wyjściu z ośrodka zadzwoniłem znowu do Joli.
-Kochana, to znowu ja, twój ukochany szef, zobacz co leci przez Wrocek do Otaczyna, może być towar, daj znać jak mi załatwisz jakieś transport i powiadom Otaczyn. Jeszcze jedno, sprawdź wszystkie odjazdy i dokładny rozkład 34666 miesiąc wstecz, interesuje mnie szczególnie czas meldowania się w Przesiece i stacji następnej.
-Powolutku szefie…
Odczekałem chwilę.
-Pewnie jeszcze mam to dostarczyć na dworzec, tam gdzie Pan będzie wyjeżdżał?
-Jola za to Cię lubię.
Nie komentowała. Rozłączyła się- ach te kobiety.

Su 45 przechyliła się. Zaczynał się długi łuk o ograniczonej widoczności. Pasemka mgły lekko przysłaniały szyny. Obok śmigał las. Dochodziła 9 rano.

Komórka zatrzęsła się przy pasku. Jolka była błyskawiczna. Złapała mnie w kiblu powrotnym.
-Szefie z Gądowa leci ekspres brutto pustych chłodni do ryb. Umówiłam Pana na Osobowicach. Mechanik zatrzyma skład będzie miał przy sobie dokumenty. Chłopaki z drogowej dowieźli.
-Jesteś aniołem, wyskakuję, bo właśnie minąłem Świniary.
-Będzie za jakieś 30 minut…
Gdy końcowe kibla rozmyła odległość i cisza zapadła wokół, zająłem ławeczkę i przymknąłem oczy. Otaczyn zaczynał boleć. Skłamano i ukarano ofiary ochłapem bzdur. Umorzono szacunek i naruszono święte prawo czasoprzestrzeni- prawo do fizyczności wypadku. Do szeregu zdarzeń, w których ktoś zawinił. Czasoprzestrzeń tylko wykonuje to, co człowiek jej zleci. I nie ma niewyjaśnionych następstw zdarzeń, które sami zaplanowaliśmy. Są tylko błędy, których nie potrafimy wskazać.

Pomocnik 34666 nadal sprawdzał wycieki. Przecierał brudną szmatą uszczelki i dokonywał oględzin ich stanu. Znalazł dwie wydmuchane i uszczelnił je pakułami. Spojrzał na zegarek, radzieckiego niezniszczalnego Poliota. Dochodziła dziewiąta rano. Zaraz powinni minąć 34888 ze szczęśliwymi ludźmi. On też planował wyjazd w tym roku, ale nic z tego nie wyszło. Może w przyszłym?

Narastający ryk byka wyrwał mnie z odrętwienia. Pisk hamulców oznajmił, iż to właściwy skład. Otwarte drzwi wspomagały nieistniejącą klimatyzację. Z wewnątrz buchał żar. Wdrapałem się do tego piekła. Maszynista przesunął nastawni i rozległ się ryk silników. Usiadłem na wskazanym mi przyniesionym skądś krzesełku wędkarskim, na spodzie ktoś naskrobał markerem. “23 zł za siedzenie- Jola”. Pomocnik podał mi teczkę zaklejoną taśmą klejącą. Zawierała interesujące mnie odjazdy.
Pomijając daty wyraźnie rysowała się sytuacja na szlaku.
34666- Przesieka 9.15, 9.20, 9.00, 9.55, 9.12, 9.45,…
Czyli jednak. Gdzie był 34888?
34888 opóźniony 12 minut, 8 minut, 25 minut, 5 minut, 12 minut, 6 minut…
A feralnego dnia?
Opóźniony 8 minut.

Opóźnienie zmniejszało się. Mechanik jak zwykle po prośbie lekko naginał szlakową. Do Poznania powinni wyrównać. Zresztą dzięki temu ktoś inny może być wcześniej w dom. Niedługo miną 34666.

Droga minęła przyjemnie na pogaduchach. Mechanik poratował mnie kawą i kawałkiem chleba z pasztetem. Również, gdy ET22 zastąpił sędziwy Rumun nie było źle. Drużyna okazała się szczodra – nie umarłem głodu. Pod wieczór stanąłem na stacji w Otaczanie. Dyżurny powiadomiony o mojej wizycie wskazał mi kanciapę dla gości i pozwolił zasnąć. W mauzoleum ucichło i po raz pierwszy dobrze spałem.

Maszynista Su 45 dostrzegł światło na horyzoncie. Więc wreszcie 34666 raczył powitać ich na szlaku. Pełzający powoli przetoczy się po sąsiednim torze. Tak jak zawsze. Krótkie powitanie gwizdawką i uniesione dłonie. Gest jedności na szlaku.

Wstałem i umyłem twarz w malutkiej umywaleczce. Zszedłem na dół. Dyżurny właśnie szykował się do zdania służby.
-Gdzie znajdę Krasińskiego?
Obrócił się dokładnie zilustrował moją sylwetkę.
-A, po co?
To nie było sympatyczne, więc i ja nie poczuwałem się do kurtuazji.
-Nie Pana interes, pomoże mi Pan czy nie?
Wyraźnie się zmieszał.
-Dlaczego to znowu ruszacie, On tyle wycierpiał nie ze swojej winy…
-Skąd wiesz, że nie zawinił?- Podszedłem do niego blisko.
-Byłem wtedy w Przesiece, potem jak zautomatyzowali posterunek przeniesiono mnie tutaj. Krasiński nić nie mógł zrobić, wtedy…
-Zawsze puszczaliście 34666 przed turnusowym, jak miał spóźnienie?
-Odpierdol się Pan- zareagował agresywnie.
Chwyciłem go za kołnierz munduru. Był tuż przed emeryturą, więc nie stawiał oporu. Biłem starca. Wreszcie, kiedy zwiotczał zupełnie podsunąłem mu pod nos fotografie.
-Patrz sukinsynu…-syknąłem.

Mały chłopiec. Jego matka. Kierownik pociągu, poznali go po mundurze, bowiem głowy nie znaleziono. Inni… zmiażdżeni, bez kończyn, tożsamości, ale z ważnymi biletami. Z biletami, za które, nikt już nie zwróci pieniędzy. Złamano słowo- kolejarskie słowo.

-Dlaczego puszczaliście 34666 przed 34888, rozkład tego zabraniał?!
Starzec trząsł się jak osika na porannym wietrze.
-Pan nie żył w tych czasach, socjalistyczny wyścig o ilość ładunku, każdy okręg chciał być pierwszy. Zakaz był oficjalny, a nie oficjalnie- “Puszczać przed, nie tamować szlaku”. Więc puszczaliśmy. Zawsze dzwoniłem do Krasińskiego meldowałem opóźnienie 34888, które miałem z poprzedniej stacji. Wtedy on dawał wolny dla 34666 i nikomu nie działa się krzywda. Postój techniczny w Otaczanie stawał się fikcją. Dla zachowania pozorów wpuszczał go na tor 3 i wypuszczał po chwili o ile sw1p niczego nie spierdolił. Wołaliśmy wtedy drogówkę a Ci gówno robili, tylko klęli na aparat i wyłączali wskaźnik błędów. Tak się kręcił ten interes. Po wypadku szybkie śledztwo i tuszowanie dowodów. Nikomu nie zależało na wyjaśnieniu przyczyn, one były jasne- błędy systemu i wszechobecne niedbalstwo. Wiele głów musiałoby polecieć, zbyt wiele. Maszynista St44 nie żył, więc na niego zwalono wszystko. Tak było najłatwiej. Krasiński wkrótce zmarł i zrobiło się po sprawie.
-A zamek?
-Po prostu zapomniał, to nie miał być jego dzień, miał imieniny siostry i nieco zapił. Spał ledwie dwie godziny, ale jego zmiennik chlał o godzinę dłużej, bo mu się dniówki popierdzieliły i nie był wstanie stawić się na służbę. Aby nie było chryi ściągnięto Krasińskiego.
Nie pytałem więcej. Nie było sensu.

Dyżurny Krasiński ustawia drogę przebiegu dla 34666. Wie, że turnus ma w plecy, więc jak zwykle. Lampka błędu świeci mocno. Znowu ta pierdzielona nastawnica szwankuje. Drogowcy robili całą noc i gówno. Wyłącza wskaźnik błędu. Narasta grzmot silnika St44. Coś jest nie tak… ZAMEK, zapomniał o pierdolonym zamku! Jezusiczku.
-Franek, Przesieka kurwa! Jezuuu Franek odezwij się! Franek tu Otaczyn! Otaczyn wzywa Przesiekę! Zatrzymaj 34888, zatrzymaj! JAK TO POSZEDŁ! Franek na Boga 34666 idzie po nie właściwym!
Dyżurny pada na kolana i płacze. Słuchawka kołysze się łagodnie na napiętym drucie. Ktoś z niej krzyczy.
-34888 poszedł nic nie mogę zrobić!
Grób Krasińskiego był w samym rogu małego cmentarza w Otaczanie. Zapalam znicz.
Straszliwa tajemnica Cię zabiła. Marniałeś z dnia na dzień. Pamiętałeś szybkie odkręcanie śrub i usuwanie dowodów. Ale to nie pomogło. Wina była zbyt ciężka. Spoczywaj w pokoju.

Musiałem jeszcze zrobić jedną rzecz. Udałem się do pewnego mieszkania w Pile. Otworzyła mi czterdziestoletnia kobieta. Wymieniłem nazwisko. Skinęła głową.
-Wtedy, to nie była wina Pani ojca, maszynisty St 44 prowadzącego skład 34666.

Koniec

Wrocław 12.09.03r.

Wszystkie postacie są fikcyjne. Podobieństwo do osób żywych lub zmarłych jest przypadkowe i niezamierzone. Nie istnieje opisana miejscowość Otaczyn.

Powrót do listy opowiadań  2003r.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *