ET41 kolebał się łagodnie na boki na nierównościach szlaku. Za sobą na haku prowadził ciężki transport niezliczonych węglarek. Słońce szykowało się do snu kraśniejąc nisko nad ziemią. Było cicho i spokojnie, jeśli nie liczyć czuwaka, który co chwila albo mrugał, albo brzęczał nieznośnie. W kabinie elektrowozu dwóch ludzi obserwowało szlak. Tadeusz maszynista z wieloletnim stażem i młodzik po szkole zwany po prostu Młody. Tadeusz po raz kolejny zbił czuwak i przeciągnął się. Do celu było jeszcze daleko. Czekała ich długa noc na szlaku.
-20347 zgłoś się, tu nastawnia W6- radio zmąciło schemat chwili.
-tu 20347 do W6
Ciepły głos z tamtej strony kabla zdradzał troskę. Ktoś dbał o ich bezpieczeństwo na żelaznej drodze.
-sprawdzam czy żyjecie, u mnie macie przelot i tak przez trzy następne.
-W6 dzięki i dobrej nocy
-Wam też 20347
Łączność ucichła. W kabinie rozległ się brzęczyk czuwaka. Młody zbił go wyuczonym ruchem ręki. Tadeusz sięgnął po wiszący przy oparciu chlebak z termosem.
-Kawy Młody?
Młody potwierdził. Zawsze coś ciepłego wewnątrz. Podał Tadeuszowi blaszany kubek. ET41 podskoczył na krzyżownicach rozjazdów obok mijanej W6. Dodatkowe nitki torów wypełzły spod kół i rozbiegły się na boki. Każda pilnowana była przez sześciokomorowego strażnika szlaku. Tadeusz wlał w siebie pierwsze krople kawy. Chciał zdążyć przed wyjazdową, aby nie obić sobie zębów brzegiem kubka. Ich strażnik zezwalał na jazdę z największą dozwoloną prędkością. Za nim dodatkowe nitki zbiegły się z głośnym klekotaniem wózków pod elektrowozem. Sznur węglarek wtórował lokomotywie w głośnym refrenie. Słońce zniknęło pod ziemią i zapadła ciemność. Szlak wyłuskiwały potężne światła reflektorów ET41. Eteryczna cisza zapadła znów w kabinie. Młody był nowy, więc jeszcze nie wybadał Tadeusza. Rozmowy jeszcze nie kleiły się, tak jak między starymi wyjadaczami kilometrów. Poprzednik młodego zrezygnował. Motywy tego czynu pozostawały irytująco ciekawe, aczkolwiek nieznane. Młody bał się o nie zapytać, aby nie zrazić partnera. Tadeusz milczał w tej kwestii jak zaklęty. Mijali kolejny wolny przelot. Rumor rozjazdów przebił dźwięk silnika. Jeszcze jeden wolny przed nimi.
-Szw 1 do 20347
-20347 zgłasza się- Tadeusz chwycił za mikrofon
-Zmiana planów mechaniku, macie postój na mojej stacji, powtarzam nie ma wolnego trzeciego przelotu, ale na krótko.
-Szw opanujcie się!- Tadeusz podniósł głos- wiecie co mam na haku?! Jak nas wstrzymacie przez jakieś pierd to potem będę przez 15 minut ruszał!
-Takie mam rozkazy!
-Nastawnia dajcie luz po bocznym, ale nie zatrzymujcie!
-Mechaniku macie S1 i już- łączność padła.
Tarcza sygnałowa, którą mijali pokazywała niezbicie, że nastawnia nie żartowała. Tadeusz wraz z Młodym rozpoczęli hamowanie. Prędkość spadała opornie. Ciężki skład miał swoje prawa. Mieli już tylko 20 km/h, gdy na horyzoncie zamajaczył czerwony sygnał. Klocki dopadły kół i rozległ się pisk maltretowanej stali. Snopy iskier buchnęły spod kół. Skład nie chciał się poddawać. Sunął jeszcze kilka dobrych odległości zanim skapitulował. Stało się to dokładnie przed semaforem.
-Cholera, oni nigdy nie myślą- Tadeusz wygrażał w kierunku niewidocznej nastawni.
Strażnik rozbłysnął na zielono.
-20347 macie wolny szlak!
-Zrozumiałem- tym razem Tadeusz nie pożyczył dobrej nocy.
Silniki elektrowozu zawyły. Syk powietrza i terkot sprężarki rozległ się wokoło. Hamulce z cichym klekotem odpuszczały. Skład jeszcze stał w miejscu. I tak miało być jeszcze przez długą chwilę. Fizyka ma swoje prawa.
-Daj jeszcze trochę nastawnik i piasek Młody
Silnik przeszedł na wyższy poziom pracy.
-Nie wywali nadmiarowego?!- nieco zaniepokoił się Młody.
-Nie, spokojnie zaraz załapie.
Elektrowóz naprężył sprzęgi. Gdzieniegdzie rozległ się niepokojący trzask zmęczonego tworzywa.
-Bocznikuj!
Młody odruchowo wypełnił rozkaz. Silnik już nie wył. Stojan po prostu szalał w swojej obudowie. Nagle całość drgnęła. Przesunęła się nieznacznie do przodu.
-Mamy szlak Młody, teraz przez 10 minut nabierzemy szlakowej i spoko- Tadeusz był zadowolony.
Rozparł się wygodnie w fotelu i dolał sobie kawy.
-Ci na nastawniach nie mają pojęcia jak takiego smoka rozbujać, dają S1 bez opamiętania a potem ja go katuję, to tak jak wtedy…
Młody nastawił uszu. Wtedy oznaczało czas jego poprzednika. Czas tajemnicy.
-Wtedy, jeszcze z Józkiem, dobry był z niego kumpel…
Zaczęła się opowieść. Młody zbił czuwak i nie przeszkadzał. Tadeusz wyrzucał z siebie słowa.
-Kursowaliśmy na magistrali. Były to stałe kursy i nudne jak cholera. Na haku ciężkie opasłe węglary, tak jak teraz. Trasa znana, tak mi się przynajmniej wydawało. Jedziesz bracie a na blokadzie zielone i zielone. Smok osiąga swoje szlakowe 70 km/h. Nastawnie dają wolne przeloty. Niewiele ich tam zostało, bowiem linię skomputeryzowano prawie w całości. Józek opowiadał rubaszne historie zasłyszane, gdzieś podczas zabaw na wsi. Mówię ci sielanka Młody. Nie lubiłem tylko jednego odcinka. Szedł przez las. Ściana gęstej roślinności szturmowała tor z obu stron. Po środku tego zielonego piekła, była niewielka stacyjka z jednym objazdowym. Osemaforowana trójkami z każdej strony. Braliśmy ją zawsze w nocy na przełomie następnej doby. Wszystko szło jak po maśle do tej pamiętnej nocy, gdy dostałem rozkaz
-22223 masz S1 na wjazdowym!
-To był miękki kobiecy głos. Niezadowoleni z Józkiem po heblach. Skład dochodzi do semafora, a tu pyk zielone. Szlag nas trafił. Józek prosty chłop klął jak szewc. Ale kobitki nie zrugał. Zdziwienie nas wzięło zresztą, bo myśleliśmy, że ten odcinek dawno kompy pod swą opieką objęły. Przeskoczyliśmy stacyjkę z oporami i wyrównaliśmy do szlakowej. Ale proceder wstrzymywania nas na tym odcinku powtarzał się co noc. W końcu postanowiłem sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. Jak tylko smok zamarł przed wjazdowym zostawiłem w nim Józka i ubrawszy kapotę wypadłem na międzytorze. Była ciemna noc. Ściana dzikiej roślinności szumiała złowrogo. Posuwałem się naszym torem, aż do samej nastawni. Budyneczek był w opłakanym stanie. Nie paliło się tam żadne światło. Zdziwiony i nieco przestraszony powoli wszedłem do środka. W środku ogarnął mnie blask pojedynczej świecy. Był on tak nikły, że nie wychodził na zewnątrz. Za ciemnym pulpitem siedziała kobieta. Lekko chrząknąłem. Obróciła się i wstała. Młody- to była bogini. Niewiele widziałem, ale kasztanowe włosy skrzyły w resztkach światła. Łagodne lico i oczy, dla których oszaleć można. Młody mówię ci…
Tadeusz przymknął na chwilę powieki. Jego twarz zdradzała, że do dziś widok tej kobiety jest dlań szokiem.
-Mechanik, przedstawiłem się.
-Macie już wolną drogę-odpowiedziała
-Nie ma tu światła, nie boi się Pani?
-Jakaś awaria,
Podchodziła do mnie powoli uśmiechając się. Gdzieś za oknem Józek dawał przeciągłe Rp1. Położyła mi dłoń na ramieniu. Straszny chłód zdruzgotał mi rękę.
-Pora na was mechaniku
-Gdzie mieszkasz Piękna? Zaryzykowałem. Takiej dziewczyny nie spotyka się często, nie chciałem sobie odpuszczać.
-Tutaj
Józek powoli zbliżał się ku nastawni. Wybąkałem jeszcze coś na pożegnanie i wskoczyłem do sunącego wolno smoka. Za dnia postanowiłem tu wrócić. Gdy dotarliśmy do końcowej, spytałem o tamtą stację. Dyżurny spojrzał na mnie jak na wariata i objaśnił ze odcinek jest skomputeryzowany i podlega nastawni w Siercu. Mijanka na której spotkałem cud panienkę jest zamknięta i nieobsadzona od dwóch lat. Nie wierzyłem i postanowiłem sprawdzić. Zabrałem się na autostop miejscowym kiblem. Wyrzucili mnie pod samą nastawnią, patrzeli przy tym jak na wariata. Nawet Józek tak patrzał. Budynek za dnia wyglądał inaczej. Był stojącą ruiną, która dawno przestała pełnić rolę nastawni. W środku było zimno, mokro i pełno trupów drobnych zwierząt. Myślałem, że padłem ofiarą jakieś kawału. Do następnego pociągu było trochę więc udałem się do pobliskiej wsi. Tam zapukałem do sołtysa i opowiedziałem staremu historię kobiety. Najpierw słuchał, potem twarz mu szarzała ze strachu. Zaprowadził mnie na miejscowy cmentarzyk. Stanęliśmy nad małym nagrobkiem ze zdjęciem mojej księżniczki. Zakręciło mi się w głowie i musiałem usiąść. Stary objaśnił, że była ona dyżurną ruchu na mijance, lecz któreś nocy zaginęła bez śladu. Matka po dwóch latach wystawiła jej ten nagrobek i wyjechała w nieznane. Pod ziemią zakopała jej rzeczy osobiste. Straszna historia. Mimo to postoje pozostały faktem. Dyrekcja postanowiła wyburzyć nastawnię i sprawdzić linię. Gdy olbrzymia koparka druzgotała budynek odsłoniła głęboką piwnice. Nawet najstarsi mieszkańcy wioski nie wiedzieli o jej istnieniu. W środku znaleziono zasuszone zwłoki młodej kobiety w mundurze PKP. Przyczyna śmierci pozostała nieznana. Pochowano ją na tym samym miejscu, gdzie matka ustawiła nagrobek. Odtąd skończyły się kłopoty z tajemnymi S1 o północy. Tylko Józek zrezygnował z jeżdżenia ze mną. Twierdził, że przez sny. Śniła mu się młoda kobieta ze mną. Martwa kobieta, a Józek był przesadny…
Czuwak zawył ostrzegawczo.
-Niesamowite- wyszeptał Młody.
-Takie sobie- Tadeusz obojętnie zbił urządzenie.

Wrocław; 03.04.03r.

Powrót do listy opowiadań  2003r.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *