Piotr odebrał swój wymarzony skaner częstotliwości. Po przyjściu do domu najpierw dokładnie przeczytał instrukcje. Była tłumaczona zbyt dosłownie, przez człowieka, który nie miał o tym zielonego pojęcia. Około godziny zajęło Piotrowi rozpracowanie podstawowych funkcji urządzenia. Później, gdy załadował baterie i uruchomił je usłyszał jednolity szum z głośnika. Urządzenie potrzebowało informacji, które częstotliwości ma przeszukiwać. Piotra interesowała tylko jedna grupa 150,100 MHz- 155 MHz. Był zakres używany przez PKP. Piotr był bowiem Miłośnikiem Kolei. Niestety nie mógł czynnie realizować swojego hobby. Dwa lata temu ciężki uraz kręgosłupa odebrał mu władzę w nogach. Przykuty do wózka inwalidzkiego, nadal nie przestawał kochać stalowych szlaków. Zaraz po wstaniu z łóżka w jego głowie zaczynały kursować składy. Stacje do, których przybywały istniały też tylko w głowie Piotra. Czasami szkicował je na kartkach. Zaznaczał przebiegi i przeprowadzał modernizacje. Jego zakład utrzymania linii składał się z gumki, którą wymazywał przebudowywane odcinki. Potem do akcji wkraczał ołówek nanoszący nowe krzywizny torów. Niekiedy swoje dzieła przenosił do komputera. Tam właśnie znalazł informacje o urządzeniu dzięki któremu można podsłuchiwać kolej. Z początku kojarzyło mu się to z czymś zakazanym i nielegalnym. Wkrótce jednak rozwiał swoje wątpliwości. Prawo nie zabraniało posiadania i korzystania z urządzeń przeznaczonych tylko do odbioru. Z jednym tylko ważnym wyjątkiem, nie można było wykorzystywać informacji zdobytych tą drogą. Piotr nie mógł ich publikować i nagrywać. Nie potrzebował tego, chciał mieć swoją kolej wyłącznie dla siebie. Obok domu Piotra mieściła się duża stacja Odra. Dworzec Odra obsługiwał wiele pociągów osobowych i towarowych. Prowadził też niewielki rozrząd wagonów do okolicznych stacji. Przepływ informacji drogą radiową był znaczny. Ranny szczyt obfitował w nawoływania mechaników EN57-
Odra jak mnie słychać?
Związane to było ze zmianą kanału radiowego przed stacją z R1 na R4. Miły kobiecy głos na ogół oznajmiał:
Dobrze
Gdy tylko mijał poranny szał rozwożenia ludzi do pracy, zaczynały zjeżdżać się brutta. Piotr notował ich numery i próbował sobie wyobrazić sznur mijających go wagonów. Niemal czuł wzmagany przez nie wiatr na twarzy i słyszał ten łoskot. Dużo z nich szło przelotem po torze pierwszym.
3335 pod semaforkiem
Odra 3335 już podaję

Czasami jednak sytuacja ruchowa wymagała od Dyżurnego zburzenia rozkładowego porządku. Szczególnie, gdy jakieś osobowy zamarudził na sąsiedniej stacji.
3455 do Odry
Odra do 3455, mechaniku pójdziemy na boczek, pojedziecie po osobowym.
 Maszyniści różnie przyjmowali tą wiadomość. Czasami spokojnie.
Dobrze Odra, zrozumiałem.
Czasami nerwowo.
Odra do cholery godziny mi się kończą.
Nie moja wina mechaniku.
A czyja do cholery, będziecie sami sobie ten skład do Brochowa prowadzić!

Większość czasu na nastawni spędzała kobieta. Piotr uwielbiał jej ton głosu. Był stanowczy i jednocześnie ciepły. Miłośnika denerwowało, gdy jakieś maszynista nie doceniał pracy owego głosu i otwarcie atakował.
5600 do Odry zgłoście się.
Odra słucham.
Niech ta lokomotywa jedzie na mnie, połączymy się i razem zjedziemy na Brochów
Zrozumiałam.

Po jakimś czasie.
5600 do Odry zgłoście się.
Odra.
Niech on jedzie na mnie…
Mówiliście to już mechaniku !!! Nie jestem idiotką zrozumiałam !!!
No nie wiem, podała mi Pani tarczę !!!
No to ją zaraz wygaszę, trochę zrozumienia. Mam tu młyn.

I tak mijały dni miłośnikowi przykutemu do wózka. Przyzwyczaił się do komunikatów i poleceń płynących z jego skanera. Stawały się po części przewidywalne. W końcu przez Odrę przejeżdżały codziennie te same pociągi. Rozkład jazdy nie ulegał zmianie. Piotr uruchamiał skaner z samego rana i wygaszał w południe. Ściszał go tylko lekko, gdy do domu przychodził nauczyciel. Chłopak z racji swojej kontuzji i niemożności opuszczania domu miał indywidualny tok nauki. Sumiennie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Taki warunek postawili rodzice. Kolej owszem, ale nauka na miejscu najważniejszym. Całe szczęście dla Piotra przychodziła ona niezmiernie łatwo. Więc tak naprawdę nie zajmowała mu ona wiele czasu. Mógł często wracać do swojego urządzenia i wsłuchiwać się w życie stacji. Serial, który fascynował i nigdy się nie kończył. No może wtedy, gdy wyładowywały się akumulatory i trzeba było przywrócić im sprawność w ładowarce. Z czasem Piotr miał ich tyle, że zawsze istniał pod ręką komplet w pełni naładowany. Skaner chodził niemal całą dobę. Nawet w nocy. Tak jak dziś. Piotr przy pomocy matki dokonał wieczornej toalety. Kiedyś czynił to z Ojcem, lecz mężczyznę przerosły obowiązki opieki nad sparaliżowanym chłopcem i po prostu wyszedł z domu i więcej nie wrócił. Piotr strasznie to przeżył. Długo odbudowywał mur zaufania do życia i leczył rany. Matka podtrzymując, go za drżącą rękę umieściła na tapczanie. Obok na nocnym stoliku położyła skaner. Ucałowała w policzek i wyszła zgasiwszy przedtem światło. Chłopak zasypiał po północy. Matka czekała cierpliwie zaglądając od czasu do czasu. Nie mogła zasnąć do póki słyszała szmery z pokoju. Tak bardzo bała się o Piotra. Czekała, aż ukochane radio syna oznajmi przyjazd pociągu pospiesznego 1257. Przybywał pięć po północy. Potem zawsze była długa cisza. Wtedy on zasypiał. Delikatnie wchodziła do pokoju i wyłączała skaner. Przykrywała dokładnie miłośnika i sama szła spać. Rytuał, który zdawał się trwać od wieczności. Dziś coś go przerwało. Z początku nie wiedziała co. Radio mówiło coś bardzo cicho. Dopiero krzyk syna zmobilizował ją do działania. Wpadła do pokoju i zobaczyła go przerażonego.
-Mamo słuchaj !!!
Zamarła na ten rozkaz. Ton głosu Piotra nigdy nie był taki stanowczy. Ze skanera płynęły przerażające wieści.
4444 do Odry, wyskoczyły wszystkie wagony, za jedynką !!! Wszędzie są ranni.
Spokojnie mechaniku widzę. Karetki już są w drodze.
Oni są przygniecieni !!! Dwójka się pali. Boże tam są ludzie !!! Odra wezwijcie straż.
Zrozumiałam !

Matka przytuliła syna. Skaner zamilkł. Piotr trząsł się jak osika na wietrze.
-Spokojnie synku, to wypadek poradzą sobie.
-Mamo ty nic nie rozumiesz !
Matka rzeczywiście nie rozumiała. Syn wielokrotnie widział zdjęcia różnych katastrof i nigdy nie reagował w ten sposób.
-Wytłumacz mi… poprosiła.
-Nie ma takiego pociągu. Drżącym głosem wyjaśnił Piotr.
-Jak to nie ma?
-Nie ma… zresztą zaraz sama usłyszysz.
Punktualnie pięć północy skaner znów ożył. Tym razem spokojny głos, bez śladów paniki oznajmił.
Karkonosze 1257 pod semaforkiem
1257 macie wolny przelot
Dzięki Odra, dobrej nocy.
Nawzajem mechaniku.

Gdzieś za oknem jechał pociąg. Oboje słyszeli to wyraźnie. Dziwne, rzeczywiście wyglądało na to, że nic się nie stało.
-Może sygnał z innej stacji?! Zdumiała się kobieta.
-Niemożliwe. odparł Piotr.
Położyła się obok niego Oboje jeszcze przez godzinę starali się uspokoić. Sen zwyciężył najpierw Piotra, potem ją. Rano, gdy tylko matka wyszła do pracy chłopak postanowił sprawdzić, czy rzeczywiście nic się nie stało. Przejrzał dokładnie wszystkie serwisy internetowe. Żaden nie meldował o katastrofie. Skaner też nie wykazywał objawów zepsucia. Bez żadnych uszkodzeń podawał codzienną porcję informacji z Odry. Odjazdy, przyjazdy i czynności manewrowe. Prośby o rewidenta, wyniki prób hamulca i inne.
Chłopak prawie zapomniał o całej sprawie, gdy nagle około jedenastej urządzenie znów zasiało grozę.
Eksplodował zbiornik ze sprężonym powietrzem !!! Tam są jeszcze ludzie !!! Oni krzyczą! Gdzie ta straż Odra !?
Nie wiem, wezwę jeszcze raz.
Boże koło mnie leży kobieta z urwaną nogą ! Odra do diabła, gdzie karetki !

Głos stawał się coraz mniej czytelny. Zaniknął całkowicie i urządzenie wypluło nową porcję informacji. Zwyczajnych informacji. Piotr postanowił sprawdzić numer pociągu. Zadzwonił do znajomego miłośnika. Ten podał mu numer do kogoś z sekcji rozkładów. Piotr usiłował się dodzwonić, ale tam nikt nie podnosił słuchawki. Dopiero, gdzieś koło drugiej wreszcie usłyszał zmęczony głos. Zrozumiał, że dziś jest sobota i niewielu ludzi pracuje. Ten jednak miał pecha. Chłopak przeprosił i poprosił o identyfikacje 4444.
-To jednorazowy pociąg specjalny wiozący pielgrzymów. Będzie jechał dziś około dwudziestej trzeciej pięćdziesiąt. Przed Karkonoszami.
-On nie może jechać!
-Słucham?
-Będzie katastrofa…
-Bredzisz chłopcze, czy za dużo wypiłeś. Mam dużo roboty, nie zawracaj głowy.
Połączenie zostało przerwane. Matka właśnie wróciła z pracy. Aby utrzymać siebie i syna musiała zapomnieć o wolnej sobocie. Podczas obiadu Piotr opowiedział jej o wszystkim. Kobieta wysłuchała, go cierpliwie i rozłożyła ręce.
-Nikt nam nie uwierzy, może to radio się popsuło.
Chłopak wrócił do swojego pokoju. Wpatrzony w skaner modlił się, by więcej nie usłyszeć o 4444. Koło dwudziestej trzeciej trzydzieści matka zajrzała do niego i zapytała czy nie chce iść spać. Zgodził się i wtedy właśnie skaner zawył rozpaczliwie.
Odra!!! Odra !!! Pali się kolejny przewrócony wagon !!!
Widzę mechaniku straż już nadjeżdża.
Boże ta kobieta z urwaną nogą umarła. Obok leży jej córka. Nie dajemy rady !!! Gdzie karetki ?!
Pomocy !!!

Chłopak wyprostował się w wózku.
-Musimy tam jechać ?!
Matka wahała się przez chwilę.
-Jedziemy mamo !
Kobieta w pośpiechu włożyła buty. Mocno chwyciła wózek syna i popchnęła w kierunku schodów. Nie mieli windy. Chłopak zacisnął zęby i zaczęli zjeżdżać po schodach. Bolało straszliwie. On nie skarżył się tylko krzyczał.
-Szybciej !!!
Sąsiedzi zajęci swoimi sprawami nie wychylili nosa za swoich drzwi. Szalona para inwalida i jego matka dotarli na sam dół. Kobieta biegła pchając przed sobą wózek. Dotarli do skrzyżowania dróg. Sygnalizacja świetlna wyświetliła dla nich sygnał stój. Chłopak rozejrzał się na boki.
-Jedziemy! Zażądał
-Czerwone ! Skarciła go matka. Była nauczona szanować przepisy.
Piotr miał to gdzieś. Mocno pchnął koła swego wózka. Matka nie zdołała go utrzymać. Wózek z chłopcem wtoczył się na jezdnie. Piotr nie widział kierowcy czarnego BMW, który postanowił pokazać swojej dziewczynie ile to można wycisnąć z maszyny. Wskazówka licznika prędkości przekraczała sto czterdzieści, gdy kierowca dostrzegł przeszkodę. Zdołał tylko otworzyć usta. Na wciśnięcie hamulca nie było czasu. Auto uderzyło w wózek. Wlekło go, wraz pasażerem, przez pięć metrów. Potem cisnęło na pobocze. Bezwładna figurka o szeroko rozłożonych nogach grzmotnęła o wysoki betonowy krawężnik. Wózek upadł nieopodal niej. Skrzywione koło obracało się wydając upiorny pisk. Światła stopu BMW zgasły. Kierowca wcisnął gaz i zniknął za zakrętem. Nie mógł zostać, bo był pijany. Piotr wisiał jakieś pięć metrów nad ziemią. Patrzał zdumiony na obraz pod sobą. Jego matka trzymała w ramionach jakieś pokrwawiony łachman. Chłopak próbował coś powiedzieć, ale nie mógł. Gdzieś na tej samej wysokości rozbłysło jaskrawe światło. Z niego wyszedł bardzo szczupły mężczyzna. Wzesadzie wypłynął i zawisł obok Piotra.
-Witaj jestem Kościej. Pomogę Ci przez to przejść.
-Przez co?! Nie rozumiem… Piotr próbował zbliżyć się do matki.
-Spokojnie chłopcze, ona Cię nie słyszy. Kościej położył mu dłoń na ramieniu.
-Chcę iść do niej ! Piotr próbował mu się wyrwać.
-Nie, możesz. Dokonałeś wyboru.
-Jakiego wyboru?!
-Pamiętasz przepisy, które czytałeś zanim kupiłeś skaner?
-Tak.
-Można go legalnie używać o ile nie korzystasz z tego co usłyszysz.
-Tak, ale co to ma do rzeczy?!
-Wiele Piotrze. Wydaje się, że przepisy układają ludzie, lecz tak nie jest. Czasami im pomagamy. Musimy tak robić, by chronić czasoprzestrzeń. Ona jest jak jedwab bardzo delikatna, nie lubi zmian i regulacji. Jest zaprogramowana i ma za zadanie się po prostu dziać. Tak, aby jej współużytkownicy nie odczuwali tego. Ty naruszyłeś przepis i próbowałeś zapobiec temu, co nie uniknione. Nie wiem dlaczego czasoprzestrzeń odsłoniła przed Tobą rąbek tej tajemnicy. Czasami sam nie rozumiem wszystkich jej mechanizmów. Chciałeś dobrze, ale nie wolno Ci było.
Piotr nie mógł się pogodzić, ale rozumiał. Zapytał smutno
-Co teraz?
-Choć ze mną, pomogę Ci przejść dalej.
Kościej chwycił Piotra za rękę i oboje zaczęli płynąć. Koło klęczącej kobiety zatrzymała się karetka. Sanitariusz wyjął ciało chłopca z jej rąk. Stwierdził zgon i włożył je delikatnie do karetki. Potem pomógł wejść do niej kobiecie. W trakcie drogi do szpitala z radiotelefonu zainstalowanego wewnątrz popłynęły smutne wieści.
-Katastrofa kolejowa na Odrze, wszystkie wolne karetki kierujcie się na dworzec.

KONIEC

Wrocław 14.06.2008r.

Powrót do listy opowiadań z 2008r.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *